RECENZJA: Zwierzęca energia oksfordzkiej elity

Bogatemu można więcej. Bogaty czuje się panem świata, robi wszystko na co ma ochotę i nie zważa na konsekwencje. W końcu bogaty czuje się lepszy od szarego pospólstwa, kiedy nurza się w pieniądzach i nie troszczy o sprawy przyziemne. To on może realizować każdą myśl w mgnieniu oka, przy czym nie zwraca uwagi na takie błahe sprawy jak moralność i zwykła ludzka przyzwoitość. Z takimi przekonaniami żyją członkowie elitarnego oksfordzkiego Riot Club, obrośniętego legendami stowarzyszenia, które wpuszcza w swe progi tylko nielicznych.

Rozpoczyna się nowy rok akademicki, do Oxfordu przybywają rzesze studentów. Tworzy się hierarchia i nowe znajomości. Wśród przybyłych jest dwóch mężczyzn: Alistair Ryle (Sam ClafinlSam Claflin) i Miles Richards (Max Irons). Różne osobowości. Różne poglądy. Jaka jest współczesna bogata elita Wielkie Brytanii? Ryle żyje mrzonkami o podziale klasowym, stawiając się ponad wszystkich, choć o pozycji jaką mieli jego przodkowie może tylko pomarzyć. Posiadanie ogromnego dworu, po którym oprowadzane są wycieczki turystów, uświadamia że nawet najbogatszych nie stać na utrzymanie tak wielkich majątków. Dawna świetność rodów pozostaje tylko wspomnieniem. Lone Scherfig próbuje nakreślić klasowe animozje, ale wprowadza tylko nikłe zarysowanie problemu, skupia się głównie na klubowych wybrykach chłopców, na które tylko Miles spogląda krytycznym okiem. Młody idealista, zakochany w dziewczynie z nizin. Czy to on zasieje ziarno wątpliwości w rozwydrzonej grupie? A może sam stanie się taki jak oni?

Gdy początkowo sprawnie budowane napięcie, sięga zenitu, nie pozostaje nic zachwycającego i intrygującego w dość przewidywalnej fabule. Dziesięcioosobowa gromada rozpoczyna biesiadę inaugurującą nowy rok, zbiera się w wiejskiej karczmie z dala od prestiżowych oksfordzkich klubów, gdzie otrzymała zakaz wstępu. Zwykła kolacje zmienia się w alkoholowo – narkotykową maskaradę pełną wzniosłych przemówień na temat wyższości ich członków nad szarą masą. Z każdą chwilą potęguje się oburzenie i niezrozumienie dla zachowań dobrze urodzonych mężczyzn, którzy oblewają się alkoholem, wymiotują i demolują pomieszczenie. Napięcie rośnie. Hormony buzują, a brak zahamowań prowadzi do eskalacji agresji. Granica zostaje przekroczona.

Klub dla wybrańców wzbudza skrajne negatywne emocje. Miota się między analizą współczesnego znaczenia klasy wyższej a zarysowaniem dynamiki grupy, przez co jedynie powierzchowni ślizga się po tematach. Równie schematycznie i przewidywalnie zostają dobrani członkowie klubu. Znajdziemy w nim oddanego zwolennika idei, wątpiącego, wytwornego panicza, homoseksualistę czy wiejskiego posiadacza ziem. Niesamowita mieszanka charakterów, lecz relacje między bohaterami zostają ledwo naszkicowana. Nawet w sytuacji kryzysowej ich interakcje wypadają płasko i prowadzą do przewidywalnych rozwiązań.

„Tacy jak my nie popełniają błędów” pada w pewnym momencie filmu i wiemy, że w elitarnym świecie nie ma miejsca na karę, konsekwencje czy poczucie winy. Film Scherfig mógł być świetną opowieścią o dorastających mężczyznach zachłyśnięty swoją wyjątkowością, kolażem charakterów i postaw, lecz stał się paradą głupoty, przemocy i braku wyrzutów sumienia. Nie obala żadnych mitów, a nawet potęguje przekonanie, że bogaty może o wiele więcej niż przeciętny zjadacz chleba.