RECENZJA: Czas Avengers!

To czas Avengers! Superbohaterowie powracają w wielkim stylu, atakują zmysły, rozbrajają humorem i wizualnym rozbuchaniem. To kino totalne. Kino na miarę nowych technologii, gdzie liczą się nie tylko efekty specjalne i dynamiczne sceny walki, ale intrygujące postaci oraz przerażająca wizja przyszłości zdominowanej przez rządną władzy sztuczną inteligencję.

Powstało już wiele filmów o robotach potrafiących samodzielnie myśleć i działać, a pozostawione autonomicznie stających się ucieleśnieniem największych lęków ludzkości – panoszą się, podbijają kraje, wkradają się do umysłów, aż stają się władcami rzeczywistości. Sztuczna inteligencja jawi się jako największe zagrożenie współczesnego świata, czy to w „Matrixie” rodzeństwa Wachowskich aż po „HerSpike Jonze, gdzie wirtualna miłość nie przynosi ukojenia. To właśnie ten temat stał się motywem przewodnim drugiej części przygód Avengers, gdzie tytułowy Ultron (głos James Spander), technologia wykradziona Hydrze, staje się głównym przeciwnikiem do opanowania. Tony Stark (Robert Downey Jr.) i Bruce Banner (Mark Ruffalo), zatopieni w utopijnej wizji pokoju na naszej planecie, tworzą przy pomocy Jarvisa (oprogramowania używanego przez Starka) sztuczną inteligencję, która obraca się przeciwko nim i planuje unicestwienie ludzkości.

Joss Whedon wziął na siebie karkołomne zadanie, precyzyjnie łącząc wątki z poszczególnym filmów Uniwersum Marvela, stworzył rozbuchany komis przebijający wszystkie części razem wzięta. Wiadomo przecież, że pomiędzy kolejnymi częściami bohaterowie odbywają samodzielne misje, które mają wpływ na ich życie. Whedon nie pomija żadnego wątku i podbija stawkę, grając na granicy ryzyka. Czy zwycięża? Zdecydowanie tak. Świadczy o tym otwierający całą opowieść mastershot pokazujący wszystkich bohaterów podczas walki z żołnierzami Hydry. Nieprzerwana obserwacja ich zmagań oraz efektowane zawieszenie ich w powietrzu w charakterystycznych, komiksowych pozach jest zapowiedzią dwu i półgodzinnego maratonu zapierających dech w piersi sekwencji. Przecież nie można przejść obojętnie wobec pojedynku Hulka ze Starkiem czy obroną miasteczka Sokovia – obranego na cel przez Ultrona.

Równie ciekawie wypada rozegranie dynamiki grupy, która w dużej mierze składa się z niesamowitych indywidualności, a zgodna współpraca zależy od stłumienia rozbuchanego ego i wzajemnej sympatii Avengerów. Sporo miejsca w filmowej opowieści zyskał Hawkeye (Jeremy Renner) wcześniej potraktowany po macoszemu. To on zdaje się należeć do tak zwanych „normalsów” z wizją przyziemnego życia z dala od zgiełku walki i zmagań ze złem świata. Na wyższy poziom weszła relacja pomiędzy Natashą Romanoff (Scarlett Johansson) a Bannerem. Z przyjemnością ogląda się kiełkujące pomiędzy nimi uczucie, które pozwala na eksploracje przeszłości bohaterów, która ich ukształtowała.

Mogłoby się zdawać, że w tym nadmiarze bohaterów, nie znajdzie się miejsca na kolejne postaci. Whedon zmyślnie wprowadza bliźniaków Wandę (Elizabeth Olsen) i Pietro (Aaron Taylor – Johnson) Maximoff, mieszkańców Sokovii, których rodzice zginęli od granatu wyprodukowanego przez Starka. Hydra zgrabnie wykorzystuje ich złość i samotność do stworzenia eksperymentalnych supermocy, dając im doskonałe narzędzia do zemsty. Choć ich poglądy ewoluują – to i tak ogromny plus dla Whedona, który daje im możliwość zaistnienia i wybrzmienia. Nie stają się tylko tłem, ale autonomicznymi jednostkami, wzbudzającymi zainteresowanie na tym samym poziomie, co Avengers.

Iron Man, Thor, Kapitan Ameryka, Hawkeye, Czarna Wdowa czy Hulk to barwne postaci, które mierzą się ze zbirami, aby ratować ludzki świat przed zagładą. Choć żadne z nich nigdy nie marzyło o byciu superbohaterem, traktują swoje moce jako atut i przekleństwo jednocześnie, to z pełnym poświęceniem wykonują swoją pracę. „Avengers” to film akcji, który poważnie podchodzi do swojego widza, nie idzie na skróty, a atmosferę podgrzewa poczucie humoru i wartkie tempo wciągające od samego początku. Joss Whedon wyznacza sobie karkołomne zadanie i na szczęście kończy misję z powodzeniem. Fani Marvela będą zadowoleni, a sceptycy… pozytywnie rozczarowani.