RECENZJA: Szalony Max powraca!

Po spokojnym i oszczędnym filmie Happy Feet: Tupot małych stóp George Miller powraca do serii Mad Maxa i już od kilku dni nie schodzi z ust krytyków filmowych. Po premierowym pokazie w Cannes film otrzymał owacje na stojąco i stał się największym zaskoczeniem jako szalony blockbuster podbijający serca dość artystycznego grona. Co takiego ma w sobie Mad Max: Na drodze gniewu, że już dziś widzi się go w gronie walczących o Oscary? Intensywność, rozwibrowanie i dziką energię, która doskonale oddaje klimat kina akcji.

Kiedy po początkowym wprowadzeniu do tematu uciskanego miasta, które ledwie żyje pod dyktatorską władzą Immortal Joe’ego (Hugh Keays – Byrne), przenosimy się na rozległe pustynne przestrzenie, rozpoczyna się prawdziwa zabawa. Imperator jest potęgą, której służą istoty zawieszone gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią, z fanatyzmem pragnące zasłużyć się w walce, aby dostać się do upragnionego raju. Zdecydowani są do wszelkich poświęceń, ślepo zapatrzeni we władzę, dlatego też wyruszają w szaleńczy pościg za Furiosą (Charlize Theron) – jedyną kobietą, która sprzeciwiasię Joe’mu i wraz z jego nałożnicami wyruszyć na niemal samobójczą misję poszukiwania lepszego życia w Oazie.

Miller wprowadza w ruch rozbuchaną machinę wyszukanych samochodów, które suną w rytm dźwięków elektrycznej gitary ziejącej ogniem. Każdy element opowieści jest precyzyjny i zaskakujący. Przerysowanie i przejaskrawienie postaci tylko potęguje wrażenie niesamowitości i odrębności prezentowanego świata, gdzie dialog został zredukowany do minimum na rzecz elektryzującej muzyki i barwnych zdjęć Johna Seale'a. Pustynia spowita w czerwonych i pomarańczowych barwach pali żarem, dla której równowagę stanowi chłód nocnego księżyca. Niebieskie stonowanie tylko pozornie daje chwilę oddechu, bo pod przykryciem nocy wciąż rozgrywa się wyścig z czasem.

Mad Max opiera się przede wszystkim na antagonizmach siły męskiej i kobiecej, którą idealni wygrywają Charlize Theron i Tom Hardy. Eksgliniarz został wplątany w sytuację bez wyjścia, kiedy porwany przez hordę Joe’go stał się Dawcą energii i krwi dla jednego z walecznych – Nuxa (Nicholas Hoult). Niezależnie od tego, czy mu się to podoba wyzwoleniem z opresji jest przyłączenie się do Furiousy. Theron i Hardy z powściągliwością budują swoich bohaterów, opierając się na gestach i czynach. To one stanowią o charakterze postaci a zaciętość i waleczność wpisane jest w ich oczy. Na szczęście Miller nie popada w łatwe schematy, nie wykorzystuje męsko – damskiej energii do opowiedzenia o rodzącym się uczuciu. Wielokrotnie ekstremalne sytuacje prowadziły do erotycznego napięcia, tym razem bohaterowie nie stracą swojego pazura na rzecz chwilowego zauroczenia.

Reżyser zaskakuje feministyczną wymową prezentowanego przez siebie kina akcji, które z reguły ocieka testosteronem i jest męską domeną. Ogromne machiny, zapach benzyny i powiew przygody stają się definicją współczesnego filmu sensacyjnego, gdzie kobiety przestają być obiektem pożądania i uroczym dodatkiem, lecz zyskują siłę oraz głos, aby walczyć o swoje prawa. To dość nowatorskie podejście do tematu gwarantuje, że Miller rozbijaj bank i w wieku 70 lat nie zwalnia tempa. Fantastyczny powrót do serii Mad Maksa sprawia, że młodsi twórcy zostają w tyle.