RECENZJA: Gra pozorów we francuskim świecie

Oczy i uszy, które znajdą największe tajemnice swoich pracodawców. Twarz spokojna i wyważona w ciszy przyglądająca się moralnemu upadkowi klasy wyższej, gdzie zdrada, aborcje i wstydliwe erotyczne zabawki są na porządku dziennym. A służba staje się tylko nabytkiem, który z pokorą powinien wypełniać polecenia panów. Czyż to nie jest kolejna forma niewolnictwa panującego u schyłku XIX w. we Francji? Tam służka staje się własnością, której ciałem można dowolnie dysponować, folgować swoim żądzom i zaspokajać fantazje niespełnione w małżeńskim łożu.

Dziennik panny służącej w ekranizacji Benoita Jacquot staje się powolną opowieścią o niepokornej dziewczynie, która nie chciała poddać się akceptowanym przez wszystkich zasadom. Celestine (Lea Seydoux) to młoda kobieta traktująca swoją pracę jak przykry obowiązek, idzie pod prąd i stawia czoła erotycznym oczekiwaniom bogatych panów. Choć postrzegana jest głównie przez swoją seksualność, to nie pozwala zamknąć się w tych hermetycznych ramach, ze zdecydowaniem odrzucając męskie awanse. Jednak prędzej czy później wpada w sidła uczucia do początkowo ignorującego ją parobka Josepha (Vincent Lindon). Na próżno poszukiwać uzasadnienia tej fascynacji, kiedy ukochany oferuje jej ucieczkę oraz założenie własnego baru nad morzem, gdzie ona będzie oferowała swe wdzięki przybywającym marynarzom, co zapewni im – jako małżeństwu – finansową stabilizację.

Mimo wszystko Jacqout gubi gdzieś sens opowieści, oferując pseudo dramatycznego snuja z domieszką klasycznej muzyki. Brak w tej historii energii i charyzmy, której nie dodaje prowadzenie narracji z detektywistycznym zacięciem. Kiedy w pobliskim lesie zostają znalezione zwłoki dziewczynki, a podejrzenia Celestine spadają na Jospeha, mgliste oskarżenia i domysły dość szybko znikają z horyzontu. Nawet antysemickie hasła i zapędy parobka nie otrzymują tutaj odpowiedniej przestrzeni. Bo prezentowany przez reżysera świat to tylko gra pozorów, w której posłuszne wypełnianie poleceń okraszone jest pogardliwymi komentarzami i kwaśnym uśmiechem.

Służąca o powierzchowności Seydoux zyskała delikatność i zadziorność, a jej duże oczy nieustannie wyrażają uczucie wyższości i pogardy. Aktorka łączy niewinność i odpychający chłód, przybiera maski, które trudno zdjąć. Bo choć Dziennik panny służącej miał być krytyką względem bufonady władzy i bogaczy, to w rękach Jacquota jest niczym więcej jak rozmytą powiastką o niezdefiniowanym zakończeniu. Zatapiamy się w opowieściach Celestine, przy pomocy zdjęć Romaina Windinga stajemy się biernymi obserwatorami sytuacji, które zamiast wyostrzać zachowania i poddawać je krytyce, zostają impresją minionych czasów, gdzie panna bez majątku i rodziny musiała spełniać przykre obowiązki w trosce o własne przetrwanie.