RECENZJA: Naiwna opowieść o miłości

Kiedy większość filmowych miłosnych kombinacji została wykorzystana, a widzowie wciąż łakną opowieści prostych i ciepłych, które niosą w sobie niezmierzone pokłady optymizmu, Lee Toland Krieger prezentuje Wiek Adaline. Film już został sklasyfikowany jako baśń dla dorosłych, ale czy naprawdę zasługuje na tak łagodne traktowanie? Z ekranu wylewa się sama słodycz, absurd goni absurd a wszystkowiedzący narrator irytuje naiwnymi komentarzami. To tylko seria pięknych zdjęć, zbiór modowych inspiracji z wielu lat, ale niestety nic poza tym.

Adaline (Blake Lively) rodzi się na początku XX w., dorasta i zakłada rodzinę. Niestety jej mąż ginie podczas budowy Golden Gate w San Francisco, a ona sama ulega wypadkowi samochodowemu, który diametralnie zmienia jej życie – od tego momentu nie zestarzeje się ani o sekundę. Świat wokół niej gna do przodu, rozwija się, a wszyscy znajomi starzeją się i odchodzą. Marzenie człowieka o wiecznej młodości i nieśmiertelności staje się tutaj przekleństwem. Klątwą, która zmusza Adaline do nieustannej ucieczki i zmian tożsamości. Utopijna wizja staje się pasmem rozczarowań i skazuje kobietę na samotność. Nigdy nie będzie mogła zestarzeć się z ukochaną osobą. Do czasu! Na horyzoncie pojawia się przystojny Ellise (Michiel Huisman) i przewraca jej świat do góry nogami.

Wiek Adaline to naiwna bajka, która mogła stać się doskonałym polem do dyskusji o współczesnych pragnieniach wiecznej młodości, o dramatycznej walce człowieka z czasem, a przede wszystkim o próbach oszukania natury. Tymczasem Krieger skupia się na melodramatycznym wydźwięku, prowadząc swoją opowieść niczym disnejowską baśń o nieszczęśliwej księżniczce ocalonej przez księcia. Podkreśla magiczny wymiar miłości, która staje się lekiem na całe zło. I choć uczucie jest głównym motywem filmu, to brak chemii między Lively i Huismanem potrafi rozbić cały nastrój. Drugi plan zgarnia całą uwagę i zapada w pamięci, a szczególnie Harrison Ford odmalowujący szeroką paletę emocji. Pokazuje, że nawet w słabym filmie, można stworzyć dobrą kreację.

Najbardziej lubimy to, co jest nam znane i nie prowadzi do nadmiernych ekscytacji czy zaskoczeń, a mimo to produkcja Kriegera rozczarowuje. Wiek Adaline oferuje mnóstwo skrótów i uproszczeń, błahych rozwiązań, które wielokrotnie widzieliśmy w kinie. Urocza opowieść rozmywająca się w pięknych obrazach i naiwnych rozwiązaniach, które mają prowadzić do chwilowych wzruszeń.