RECENZJA: Buntowniczy głos w świecie ciszy

Rozumiemy się bez słów to francuskie kino familijne, po którym spodziewamy się wzruszeń, gloryfikacji posiadania własnych marzeń i więzi rodzinnych. Eric Lartigau nie zawodzi w tej materii i serwuje poprawną opowieść o dojrzewaniu do samodzielności – nie tyle nastolatki Pauli (fantastyczna Louane Emera), co jej pozytywnie zakręconych rodziców. W rytmie piosenek francuskich mistrzów pokroju Mireille Mathieu czy Michel Sardou przekraczamy kolejne tabu, gdzie niepełnosprawność nie jest brzemieniem, lecz stanowi o tożsamości bohaterów.

Rodzina Belierów w większości (mama, tata i syn) składa się z osób głuchoniemych, a posiadanie w pełni słyszącej córki staje się jednocześnie największą radością, jak i źródłem lęków. Paula jest pośrednikiem pomiędzy rodzicami a światem zewnętrznym. Niezbędnym tłumaczem na targu żywności, gdzie rodzina sprzedaje własnoręcznie wyrabiane sery czy podczas spotkań z prasą i mieszkańcami małego miasteczka w trakcie kampanii wyborczej Rodolphe (Francois Damiens), który kandyduje na burmistrza. Oprócz bycia przewodnikiem po dżungli świata ludzi słyszących, dziewczyna ma swoje życie i pasje. Chodzi do szkoły, gdzie zapisując się na zajęcia chóry, aby być bliżej przystojnego chłopaka Gabriela i wtedy staje się najgorsza z możliwych rzeczy. Paula ma talent! Dziewczyna pięknie śpiewa i chce się rozwijać w najlepszej szkole. Belierowie będą musieli poradzić sobie z dorastaniem córki oraz jej marzeniami o nauce w odległym Paryżu.

Francuzi od dawna wykazują się dystansem do tematów trudnych, choćby w komedii Nietykalni, gdzie niepełnosprawność nie stanowi tabu. Z lekkością tworzą przyziemne opowieści o ludziach i relacjach między nimi. Rozumiemy się bez słów doskonale równoważy humor i wzruszenia. Lartigau przedstawia niezwykle spójny rodzinny organizm, na który składają się wielkie indywidualności, stopniowo wypracowujące sobie odrębność i własną przestrzeń. Reżyser Niewiernych nie chce opowiadać o hermetycznym świecie głuchoniemych, ale o relacjach pomiędzy dorastającymi dziećmi a ich rodzicami.

I choć cisza jest nieoderwalnym elementem historii Belierów, to Lartigau nie eksponuje jej, nie wykorzystuje jako środka do budowania dokumentalnej opowieści. Dźwięki zostają wyciszone tylko raz, podczas finałowego występu Pauli, kiedy rodzice mogą czerpać informacje z reakcji uśmiechniętej i wzruszonej publiczności. W ten sposób francuska produkcja chwyta za gardło, dostarcza emocji i w delikatności opowiadania kreśli niby banalny, ale uroczy świat wypełniony dźwiękami nieśmiertelnej muzyki.