RECENZJA: Ocalić prezydenta

„Życie jest zbyt krótkie, żeby nie zjeść ciasteczek, kiedy ma się na nie ochotę” dowiadujemy się na początku opowieści od głównego ochroniarza prezydenta Stanów Zjednoczonych. I to może stanowić dewizę nie tylko Morrisa (Ray Stevenson), ale wielu innych bohaterów „Polowania na prezydenta”, gdzie każdy robi to, na co ma ochotę i sięga po upragnione cele, nie patrząc na koszty i moralne zobowiązania. Jalmari Helander sięga po kino akcji i skrupulatnie obnaża powielane schematy. Jest śmiesznie, groźnie, ale niestety bez nadmiernych zachwytów.

Polowanie na prezydenta opiera się o prostą linię fabularną, która wielokrotnie pojawiała się w hollywoodzkich produkcjach tego typu. Zabicie prezydenta USA staje się celem nadrzędnym dla ludzi pozbawionych skrupułów i rządnych władzy. Najważniejsze jest przejście z punktu A do B, okraszając całą historię śmiesznymi anegdotkami i nieraz zaskakującymi rozwiązaniami. W ten sposób prezydent (Samuel L. Jackson) z zestrzelonego Air Force One trafia wprost w ramiona fińskiego nastolatka, który przeżywa inicjacyjną noc w lesie. Oskari (Onni Tommila) wkracza w dorosłość przy pomocy rytualnego polowania na dziką zwierzynę. Jednak w obliczu zastanej sytuacji musi zmienić swoje priorytety i pomóc przetrwać głowie najpotężniejszego państwa w dzikim i obcym kraju.

Nie zabraknie tutaj licznych górnolotnych mądrości, męskich rozmów przy ognisku i chwil niezmierzonej odwagi. W końcu dwaj słabi i przestraszeni mężczyźni muszą stawić czoła przeszkodom i odkryć w sobie prawdziwego przywódcę. Oskari podejmuje heroiczne kroki, aby zaimponować ojcu, który nie wierzy w jego siłę. Natomiast prezydent Bill pozbawiony poparcia, bez mocy i autorytetu, musi zbudować w sobie wolę walki.

Helander doskonale odnajduje się w amerykańskim kinie sensacyjnym. Zbiera wszystkie klisze i schematy, aby w przyjazdy sposób je podkręcić i wyśmiać. W ten sposób otrzymujemy patetyczną muzykę, zwolnienia i przyspieszenia oraz panoramiczne zdjęcia fińskich gór. A co najważniejsze nie zabrakło zegar odmierzający ostatnie chwile życia naszych bohaterów. Pomimo tego że Polowanie na prezydenta pełne jest absurdów i dziur logicznych, to wciąż zasługuje na pochwałą za lekkość opowiadania i humor. Szkoda tylko, że ogranicza go powściągliwość, która nie pozwala na dostateczne rozwinięcie skrzydeł i puszczenie wodzy filmowej fantazji czerpiącej z dobrze wszystkim znanych wzorców. Reżyser daje nam paczkę ciasteczek, ale nie pozwala wszystkich zjeść.