RECENZJA: Striptiz nie na całe życie

Kino środka obliczone na ogromne wpływy wysupłanych z damskich portfeli pieniędzy, nagie umięśnione ciała prężące się w rytm hip – hopowej muzyki – to właśnie Magic Mike XXL. Sprzedawcy po raz kolejny prezentują perfekcyjny towar, który przede wszystkim ma cieszyć oczy i pobudzać wyobraźnię. Mimo wszystko pod warstwą energetycznego show, chowa się rozczarowanie rzeczywistością. Nieprzychylne otoczenie i gospodarka nie pozwalają rozwinąć skrzydeł bohaterom, wciskając ich w ramy erotycznych tancerzy. Motyw stary jak świat, łatka przyklejana głównie kobietom, tym razem traci swój pejoratywny wydźwięk, a taniec staje się nie tylko pracą, ale doskonałą kumpelską rozrywką.

Gregory Jacobs gwarantuje nam powtórkę z rozrywki i z wprawą trzyma poziom pierwszej części. Mike (Channing Tatum) sukcesywnie pracuje nad prywatnym biznesem meblarskim, realizuje swoje marzenia i po latach spotyka się z kumplami z Tampy. Panowie po trzydziestce w brokatowych kostiumach i stringach wciąż zabawiają rozentuzjazmowane panie. Jednak sielskie życie nie może trwać wiecznie, dopada kryzys – nie będą wiecznie młodzi. Pojawiają się myśli o utraconych szansach na stabilizację, rodzinę i poważny zawód. Ponowne spotkanie kumpli staje się okazją do przygotowania ostatniego show, a koniec kariery niesie ze sobą nutkę nostalgii i niepohamowanego szaleństwa. Magic Mike XXL to dwa razy więcej rozmów i męskiej przyjaźni, które prowadzą do rozbuchanego zakończenia. Strawa nie tylko dla ciała (i oka), ale również ducha.

Film, z perwersyjną radością promowany umięśnionymi klatami przystojnych aktorów, jest czymś więcej niż tanią rozrywką. To opowieść o przemijaniu, marzeniach i ogromnej męskiej przyjaźni. No i oczywiście o kobiecych pragnieniach, które striptizerzy z radością spełniają, a Jacobs nie sili się na górnolotne formuły i przepisy. Choć trochę przegadany, wciąż pozostaje doskonałą alternatywą dla komediowych potyczek i ciężkich dramatów.