RECENZJA: Porywająca 'pikseloza'

To się nazywa wojna światów! Wojna, która wybuchła w wyniku ogromnego międzyplanetarnego nieporozumienia. Gest przyjaźni został odczytany jako zapowiedź konfliktu, dlatego obcy uzbrojeni w gry wideo lat 80.i 90. zaatakowali Ziemię. Rozpoczyna się wielka walka, w której prawdziwe wojsko nie ma szans, a jedyną nadzieję stanowią podstarzali mistrzowie z dawnych lat. Gra toczy się na ulicach miast, a stawką jest przetrwanie planety.

Piksele wykorzystują wszystkie schematy kina akcji. Bezradny i fajtłapowaty nerd (Adam Sandler, który niczego w życiu nie osiągnął, w sytuacji zagrożenia staje się bohaterem. Porzucona, szczupła i śliczna pani kapitan (Michelle Monaghan) musi okazać się snobką o zawyżonym poczuciu własnej wartości, która najpierw dostrzega powierzchowność drugiego człowieka. Do tego prezydent USA (Kevin James) jest pośmiewiskiem narodu, zwykłym gościem niepasującym do obejmowanego stanowiska. W całej tej plejadzie postaci pojawia się jeszcze karzeł – oszust, maniak teorii spiskowych i sporo facetów w mundurach.

Na szczęście, kiedy ominie się schematycznie zbudowane postaci, opierające się tylko na jednej cesze, można z nostalgią powrócić do czasów dzieciństwa. Stworzone z pikseli gry były nie tylko rozrywką, ale fantastyczną logiczną zagwozdką. W filmie pojawia się Donkey Kong, Mario, Pac – Man i Lady Lisa, a serca kradnie uroczy i słodki Q*bert, który trafia w ręce ludzi jako trofeum z wygranej bitwy. To obcy mają przewagę – wybierają miejsce, czas i grę, którą odczytali z otrzymanej przed laty kasety wideo. Odtworzone postaci schodzą na Ziemię i przenoszą wirtualny świat w rzeczywistość, z rozmachem zagospodarowując miejską przestrzeń. Film Chrisa Columbusa przywodzi na myśl Kosmiczny mecz, w którym animowani mieszkańcy Ziemi musieli się zmierzyć z przybyszami z obcej planety. I chociaż gra została wymyślona przez nas, wcale nie znaczy, że zadanie będzie łatwe, dzięki czemu z napięciem można śledzić poczynania graczy.

Chris Columbus przedstawia rozbuchaną wizję, pełną akcji i zacięcia, dopełnioną muzyką z dawnych lat. Pościgi i strzelanie wiązkami energii potrafią zachwycić rozmachem. Piksele to przede wszystkim nostalgiczny powrót do przeszłości, kiedy gry były tylko elementem życia spajającym społeczeństwo, a nie bezmyślną krwawą jatką. Historia o przyjaźni i pasji, która zostaje na całe życie i kształtuje tożsamość. Poza tym dowiadujemy się, że w poważnych dorosłych nieustannie tkwi cząstka dziecka gotowego do podjęcia niesamowitych wyzwań. Wielka frajda i wizualna „pikseloza”, którą warto zobaczyć.