RECENZJA: Oralna masturbacja w najlepszej postaci

Co tak naprawdę daje nam filozofia oprócz dziesiątków tomów wydumanych frazesów? Czy ma jakieś zastosowanie w realnym życiu? Nie, nie ma. Jest jedynie “oralną masturbacją”. Do takiego wniosku w tej tragikomedii dochodzi Abe Lucas, bohater filmu Nieracjonalny mężczyzna w reżyserii Woody’ego Allena. Jest on cenionym profesorem filozofii, który przybywa, choć niechętnie, nauczać w koledżu w jednym z małych, malowniczych amerykańskich miasteczek.

Abe przeżył już swoje w życiu: stracił przyjaciela, pracował na misjach, latami szukał sensu życia. Teraz stwierdza, że nie ma żadnego sensu i celu istnienia, a jego najlepszą przyjaciółką staje się whisky. Chociaż profesor pragnie jedynie pogrążyć się w swoim nałogu i nie obchodzi go życie toczące się dookoła niego, otaczające go kobiety mają jednak inne plany w stosunku do jego osoby. Najpierw Abe poznaje nauczycielkę Ritę, która jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie i bardzo pragnie romansu z profesorem filozofii. Jej nadzieje zostają zgaszone, gdy okazuje się, że Abe już od roku ma problemy z potencją. Nie robi to jednak na nim specjalnego wrażenia i nie usiłuje tego naprawiać. Wciąż towarzyszy mu kompletne otępienie i zdaje się być zupełnie znieczulony na wszystko.

Wtedy poznaje studentkę Jill, której praca wydaje mu się niestandardowa pośród wypocin wielu studentów, którzy tylko powielają to, co przeczytali. Jill zaczyna ciągnąć do tego ponurego profesora, który jednak ma niesamowity dar interesującej rozmowy. Dziewczyna stwierdza, że jej nowy przyjaciel ma depresję i chce mu pomóc odnaleźć sens życia, dlatego też zaczyna mężczyznę na siłę wyciągać na spotkania towarzyskie.

Na jednym z takich spotkań pojawia się broń i Abe postanawia zabawić się w rosyjską ruletkę. Widzimy wtedy dokładnie głębokość depresji mężczyzny i to jak niewiele życie dla niego znaczy. Jill jednak nie poddaje się i podczas zwykłego spotkania w kawiarnii doświadczamy małego cudu i kompletnej przemiany Abe’a. Studentka słyszy rozmowę ludzi, którzy narzekają na niesprawiedliwego sędziego. Zaprasza profesora do podsłuchiwania. Okazuje się, że sędzia jest stronniczy i chce odebrać kobiecie dzieci na rzecz kompletnie nimi niezainteresowanego męża.

I w tym momencie Abe budzi się ze swojego letargu. W swojej głowie stwierdza, że to jest to czego szukał. Możliwość działania, a nie tylko mówienia. Wtedy rodzi mu się w głowie pomysł morderstwa idealnego. Przecież nie zna sędziego. Nikt go z nim nie powiąże.
Od tej pory mężczyzna zaczyna żyć tylko tą jedną myślą. Dostaje zastrzyku energii, znów może uprawiać seks – na czym korzysta Rita. Abe śledzi sędziego, poznaje codzienne rytuały starszego pana i znajduje idealny sposób na zamordowanie go.

Tymczasem Jill jest zachwycona nowym profesorem, a jej zauroczenie przechodzi w zakochanie. Chociaż Abe ją odpycha, dziewczyna uparcie dąży do bliższego kontaktu, który w końcu udaje jej się uzyskać. Cierpi na tym jej związek ze studentem Royem, któremu nie podoba się odstawienie na boczny tor. Abe’owi udaje się morderstwo idealne aż do czasu, gdy niewinna osoba zostaje oskarżona o tę zbrodnię oraz Jill odkrywa co zrobił jej profesor i nie jest w stanie żyć z tą wiedzą. Jednak Abe nie chce porzucić nowo odzyskanej chęci do życia i jest w stanie posunąć się jeszcze dalej w swoich poczynaniach…

Hollywood Reporter napisał, że “to jeden z najlepszych, dostarczających najwięcej rozrywki filmów Woody’ego Allena ostatnich lat”. Całą duszą przychylam się do tej opinii. Emma Stone jest tu po prostu niesamowicie czarująca i uwodzicielska, czego nie mogłam powiedzieć o Magii w blasku księżyca. Joaquin Phoenix gra mistrzowsko. Nie można się na niego napatrzeć. Do tego piękne zdjęcia i wspaniała muzyka, idealnie wręcz dobrana, z wciąż powtarzającymi się motywami Ramsey Lewis Trio (zachęcam do posłuchania). Jak każdy film Allena, tak również ten przesycony jest intelektualizmem i pobudzającymi do myślenia dialogami. Tutaj mamy jeszcze dodatkowo dużo filozofii, która nie jest wciśnięta na siłę, ale naprawdę idealnie współgra z całą koncepcją dzieła.

Zakończenie nie zostawia widza w dziwnej pustce jak to było w przypadku Blue Jasmine, ale można wyjść z kina z poczuciem absolutnego spełnienia i uczuciem, że doświadczyło się czegoś wyjątkowego.

Źrodło: Autorką recenzji jest Kasia Kubicka (caryca84)


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)