RECENZJA: Dla Hunta nie ma rzeczy niemożliwych

Tom Cruise po raz piąty wciela się w super agenta amerykańskiego wywiadu, Ethana Hunta. Twórcy kierują się złotą zasadą serii, która głosi, że każda kolejna misja musi być jeszcze bardziej nieprawdopodobna. I tak też właśnie jest – Mission Impossible: Rogue Nation to kino, które idealnie współgra z poprzednimi częściami, serwując widzowi niezobowiązującą rozrywkę na naprawdę solidnym poziomie.

Tym razem Hunt i jego ekipa mierzą się z zagrożeniem ze strony groźnej organizacji o nazwie Syndykat, która planuje wprowadzić nowy ład na świecie. Cokolwiek miałoby to oznaczać. Jakby tego było jeszcze mało, rząd likwiduje Impossible Mission Force, a główny bohater staje się także głównym celem CIA. Ethan wraz z paczką wiernych mu przyjaciół, ponownie będzie musiał stanąć przeciwko – wydawać by się mogło – misji niemożliwej.

To co jest siłą filmu Christophera McQuarrie'a to lekkość z jaką reżyser serwuje widzowi kolejne sensacyjno-szpiegowskie widowisko. Nowa odsłona Mission Impossible – podobnie zresztą jak Ghost Protocol – świetnie łączy ze sobą humor i akcję. Chociaż w trakcie seansu miałem wrażenie, że tego pierwszego jest trochę mniej niż poprzednio (zapewne jednym z takich powodów jest nazwisko reżysera "czwórki", Brada Birda), a sam reżyser postawił się skupić na konkretniejszej akcji. Zamiast nieprawdopodobnej wspinaczki po wieżowcu Burdża Chalifa, tym razem dostajemy znakomicie nakręcony pościg motocyklowy oraz scenę, która stała się sławna jeszcze przez premierą produkcji. Mowa oczywiście o prologu, w którym Tom Cruisewykonuje trudne sceny kaskaderski sam. Bez większych oporów biega po skrzydle kołującego już samolotu, a następnie trzymając się włazu unosi kiedy ten startuje.

Do tego dochodzi jeszcze masa innych niespodzianek, które czekają na fanów serii. Takie rzeczy naprawdę potrafią widza podbudować i uwierzyć, że Hollywood to nie tylko hurtowo produkowane widowiska, które w większości przypadków oferują przede wszystkim efekty generowane komputerowo. Sama intryga w Mission Impossible wydaje się być dosyć standardowa. I tak też jest. Hunt, aby ją rozwikłać podróżuje po świecie – odwiedzi Operę Wiedeńską, Maroko, Londyn i wiele innych ciekawych miejsc. Znajdzie się tu również kilka nawiązań do wcześniejszych części, jak chociażby maski czy genialnie zaplanowany kradzież miejsca, które wydaje się być nie do zdobycia. Ten film za nic ma prawa fizyki i realizm. Jest to rozrywka czystej wody, która ani przez chwile nie stara się być czymś innym i jest wierna swojej konwencji.

Bohaterowie, jak to bohaterowie w takim kinie. Tak jak próżno szukać w nim praw fizyki, tak i u postaci nie ma psychologicznej głębi czy zagłębienia się w ich motywacje. Nie mniej jednak, pomimo swojej jednowymiarowości, pomiędzy aktorami czuć ekranową chemię, przez co świetnie się ich razem ogląda. Są również momenty utrzymane w klimatach heist movie. To co mi najbardziej kulało w tym filmie to czarny charakter. O ile z początku prezentował on całkiem spory potencjał, to z każdą kolejna minutą stawał się coraz bardziej standardowym villainem, który robi groźne miny i mówi dziwnym głosem. Szkoda, ponieważ wcielający się w tę kreację Sean Harris posiadał spore możliwości.

Jeśli chodzi o nowe obsadowe wybory, to dla mnie zdecydowanie numerem jeden jest Rebecca Ferguson. Fantastycznie balansuje pomiędzy dwoma stronami medalu. Jak trzeba potrafi być uwodzicielską famme fatalne, która za moment zmienia się w zabójczynię, która nie posiada układu nerwowego. W moim osobistym rankingu jest to najlepsza dziewczyna Ethana Hunta w historii tej serii.

Mission Impossible w ostatecznym rozrachunku okazał się być takim filmem jakim miał być. Niezobowiązująca rozrywka, która świetnie rozkłada akcenty humorystyczne, sensacyjne i te dramatyczne. Natłok akcji i kilka fenomenalnie nakręconych scen tworzą naprawdę widowiskowe kino, które garściami czerpie z poprzednich odsłon przygód Ethana Hunta. Teraz trzeba mieć nadzieję, że Tom Cruise odnajdzie niebawem źródło młodości – dobrej kaskaderki nigdy za wiele! Dla fanów serii, Rogue Nation to pozycja wręcz obowiązkowa. Ci, którzy szukają widowiskowej akcji, za nic mają realizm i poszukują kryształowo czystej rozrywki również powinni odwiedzić sale kinowe.


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)