RECENZJA: Polskie zwycięstwo w kinie gatunku

Bohaterskie zwycięstwo, nieustraszona siła i odwaga składają się na nieprawdopodobną i przemilczaną obronę irackiego City Hall przez polskich żołnierzy. Zatuszowana prawda o heroicznych wydarzeniach staje się podstawą do pełnej emocji opowieści o braterstwie i niesprawiedliwości, waleczności i zapomnieniu. Mocne podstawy do stworzenia ważnej opowieści wypełnionej batalistycznymi scenami i nieprawdopodobnymi osobowościami, nie do końca odnajduje miejsca na ekranie. Karbala trzyma w napięciu, elektryzuje i wciąż tkwi w marazmie stwierdzenia „jak na polskie warunki…”. Krzysztof Łukaszewicz proponuje kino dobre, nie pozbawione błędów, przy dość niskim budżecie (jak na kino wojenne).

Jest rok 2004, rządy Saddama Husajna zostały obalone. Międzynarodowe wojska stacjonują w Iraku, aby zapewnić stabilizację i pokój. Przybywa nowy polski kontyngent, a młodzi i niedoświadczeni ludzie zostają rzuceni na szeroką wodę. Tygiel kulturowy i różnice charakterów dają możliwość skonstruowania pełnokrwistych bohaterów, a niestety dostajemy jednowymiarowe postaci. Grupowy chojrak mocny w gębie, bojaźliwy młokos przechodzący emocjonalną przemianę, waleczny ponad siły oraz błazen tworzą papierową mieszankę, która nie znajduje miejsca na wybrzmienie. Przyglądamy się zmęczonym twarzom, lecz nie potrafimy zrozumieć ich sytuacji. Pozostawieni sami sobie we wrogim środowisku z zapasami żywności i amunicji na 24 godziny, walczą ponad trzy dni. Ale Łukaszewicz nie daje odczuć upływającego czasu, ciasne kadry odbierają siłę bitwie, a rozedrgana kamera irytuje zamiast intrygować. Wszystko ratuje płynny montaż, który buduje napięcie i rytm akcji.

Choć Karbala opowiada o zbiorowości, potrzebowała wyraźnych postaci, którą sprawią, że widz zwiąże się emocjonalnie i będzie im kibicować. Kapitan Kalicki (Bartłomiej Topa) dowodzi akcją obrony City Hall, ale nie przypomina zdecydowanego i zdeterminowanego bohatera. Daleko mu do Brada Pitta w Furii, który był gotowy poświęcić wszystko w imię zwycięstwa. Kalicki to ciepły facet, który pełen jest wątpliwości i strachu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie okazywał swoje słabości przed podwładnymi. Prawy i czysty człowiek, któremu daleko do bohaterskich czynów. W opozycji do doświadczenia i władzy, pojawia się sanitariusz Kamil Grad (Antoni Królikowski) – przerażony tchórz, zakładnik i wielki zwycięzca. Chłopak dostaje najbarwniejsze losy, niesamowite przygody, ale jego wątek odstaje od całej opowieści i drażni.

Film Łukaszewicza to dobra próba kina gatunkowego, którego nie powinniśmy się wstydzić. Choć Karbala opływa w niedostatkach i małych niedociągnięciach, to suma summarum zasługuje na uwagę. Rozmach, emocje i polskie bohaterstwo po II wojnie światowej mogą przynieść nowy trend w polskim kinie, sięgając po historię najnowszą. A niepowodzenia podczas produkcji, oddają hart ducha i niezwyciężoną polską mentalność osiągania rzeczy niemożliwych. Dobre kino wojenne wkracza do naszego kraju.