FESTIWAL: Szalony syreni śpiew

Debiut fabularny Agnieszki Smoczyńskiej można pokochać albo całkowicie odrzucić. Musical miesza się tu z horrorem, na ekranie króluje brokat i szalone rytmy, które okrywa mgła tajemnicy niesiona przez dualistyczną naturę syren. Córki dancingu odchodzą od baśniowej wizji uroczych stworów, aby zdekonstruować mitologiczne opowiadanie Homera o uwodzicielskim śpiewie, który może prowadzić do zguby.

Srebrna (Marta Mazurek) i Złota (Michalina Olszańska) są dojrzewającymi syrenami,, które wyłaniają się z morskiej otchłani, aby przeżyć ziemską przygodę. Na swoich opiekunów wybierają szalonych członków zespołu „Figi i daktyle” królujących na wieczornych dancingach. Z miłością i troską zostają przyjęte do rodziny, a następnie do szalonego bandu, w którym prym wiedzie Wokalistka (Kinga Preis). Nocne imprezy, śpiewy i tańce stają się dobrą okazją do obserwacji nowego świata, który wciąga ich w wir namiętności i miłości.

Córki dancingu łączą w sobie niewinność i brutalność. Rozbuchaną energię i przytłaczający smutek. Są pełne kontrastów i skrajności: słodycz miesza się z krawywi ucztami a zabawa ze śmiercią. Barwne wokalne przedstawienia łączą się z nie zawsze zachwycających śpiewanymi dialogami pełnymi obaw, smutku i melancholii w depresyjnym tonie muzyki „Ballad i Romansów”. Dzięki temu otrzymujemy kino inicjacyjne o dziewczynach dorastających w świecie niespełnionych ludzi, którzy z desperacją i poświeceniem walczą o swoje marzenia.

Syreny Smoczyńskiej nie przypominają uroczej Małej Syrenki z baśni Andersena, mają olbrzymie i oślizle ogony, którym blizej do morskich potworów. I taka też jest ich natura. Delikatność młodych serc miesza się ze zwierzęcym instynktem. W końcu obie syreny wyrywają serca mężczyzn w sposób dosłowny i metaforyczny. Uwodzą śpiewem, aby spełnić swoje mroczne pragnienia. Smoczyńska skacze od horroru do kiczowatej bajki, a wychodzi jej to dzięki bezkompromisowej odwadze i fenomenalnej Kindze Preis. W pamięci zapadną wielkie przeboje PRLu w jej wykonaniu, choćby Bananowy Song czy powiew zachodu w postaci Donny Summer.

Córki dancingu irytują, przyciągają, trochę straszą i śmieszą, dzięki czemu nie można przejść obok nich obojętnie. Ta mieszanka gwarantuje dobrą zabawę w gatunku, który przez długi czas był traktowany po macoszemu przez polskie kino. Ostatnio taką zabawę formą zaproponował Łukasz Barczyk w „Hiszpance”, niebezpiecznie igrając z mitami powstania wielkopolskiego. Smoczyńska z powodzeniem sprawdza się w tej eksperymentalnej formie, dzięki czemu tworzy cukierkową rewię pełną inspiracji i tropów. To nowa jakość, która nie sili się na intelektualne zadęcie, ale daje emocjonalną podróż w czasie.