FESTIWAL: Niechciany wsród swoich

Duch skandynawskiego opowiadania wisi nad debiutanckim obrazem Magnusa von Horna. Społeczny ostracyzm, skupienie na sobie i samodzielne rozwiązywanie problemów przez mieszkańców małej miejscowości napędzają akcję filmu. Wykluczenie, samotność, popełniane błędy i chęć poprawy dominują w Intruzie, który został zbudowany na słabnącej tajemniczości i młodzieńczym dojrzewaniu. Mocny społeczny kontekst i zagubiona jednostka nie są niczym oryginalnym, a całość zyskuje wyrazistość dzięki łagodnej i dziecięcej twarzy Johna (Ulrik Munther), która kontrastuje ze strachem, jaki budzi.

John po dwóch latach wychodzi z poprawczaka. Odebrany przez ojca wraca do domu, gdzie próbuje odbudować swoje relacje z bratem, zyskać akceptację rodzica i zacząć żyć od nowa. Stara szkoła, starzy znajomi, lecz nic już nie jest tak jak dawniej. Od przeszłości nie da się uciec, a ludzie nigdy nie zapominają dawnych win, gotowi napiętnować sprawcę. Tylko gdzie kończy się wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę a zaczyna społeczny ostracyzm? Kiedy sprawca staje się ofiarą?

Magnus von Horn sięga po kontekst społeczny, który wielokrotnie był już przerabiany w skandynawskim kinie. Brakuje mu jednak siły Polowania Thomasa Vinterberga, w którym świadomość niewinność szykanowanej ofiary napędzała emocjonalną spiralę złości i niezgody na zachowanie miescowych. W Intruzie nic nie jest od początku jasne, a John z każdym kolejnym kadrem jawi się jako pomocny i uczynny syn, przez co zyskuje sympatię i współczucie. Powolne odkrywanie tajemnicy wcale nie sprawia, że chłopak traci pozytywny wizerunek, a reakcje społeczeństwa wydają się zwykłą wendetą nieadekwatną do sytuacji. Po raz kolejny zawodzi nie tyle system, co ludzka mentalność i narastająca agresja.

Film duszną atmosferą przywodzi na myśl Obietnicę Anny Kazejak, podejmując temat niedojrzałej osoby, która coraz gorzej radzi sobie z samotnością. Jednak w tamte rozbuchanej wizji reżyserki zabrakło wyważonej i surowej obserwacji, którą prowadzi von Horn. Odpowiedzialny za zdjęcia Łukasz Żal doskonale odzwierciedla klimat przytłoczenia statycznymi ujęciami i stonowanymi barwami. Co prawda Intruz nie jest filmem idealnym, ale dobrym reżyserskim debiutem autora w pełni skupionego na poznaniu i zrozumieniu bohatera. To ciekawy początek filmowej drogi.