RECENZJA: Banalna radość życia

Czyżby polska komedia odbijała się od dna? Po fatalnych opowieściach skrzętnie konstruowanych przez Patryka Vegę, po upadku w Kac Wawa czy gorzkich staraniach w komediach romantycznych, otrzymujemy powiew świeżości pełen kolorowych postaci, potraktowanych z przymrużeniem oka i z wiarą w inteligencję widza. W końcu Król życia staje się opowieścią bez zadęcia, nachalnych komentarzy i wyjaśnień, która obśmiewa współczesną rzeczywistość pełną sfrustrowanych ludzi ścigających się w walce o szczeble kariery. Jerzy Zieliński stawia krok w dobrym kierunku, tworzy barwny film, gdzie surrealizm i absurd działania stają się ciekawsze niż szara rzeczywistość.

Reżyser balansuje pomiędzy skrajnościami: powaga i śmiech, zadęcie i wybuchowość, schemat i jego przełamywanie. Łączy ze sobą dwie rzeczywistości, aby uwypuklić stereotypy i zachowania, dzięki czemu bawi, ale nie obraża i nie obrusza. Edward (Robert Więckiewicz) może być everymanem, który od poniedziałku do piątku w pośpiechu dopija poranną kawę, spędza osiem godzin w pracy z krótką przerwą na rytualnego papierosa, a wieczorami rozładowuje frustracje i lęki na rodzinie. Ofiara cyklu powtarzającego się od wielu lat, uwięziona za biurkiem rozczarowań i niespełnionych ambicji, która już dawno przestała marzyć i sięgać dalej, żyjąc w męskim świecie, gdzie nie ma miejsca na kompromisy i chwile słabości. Rutynowe i bezpieczne życie, które można oglądać jak zapętlony film, zmienia się, kiedy Edward ulega wypadkowi. Uraz głowy, potłuczenia i uszkodzone płaty czołowe – koniec zahamowań, koniec kontroli i życia zgodnego z normami. W jego życiu następuje zwrot o 180 stopni, gdzie szczęście i uśmiech wiodą prym.

Król życia został oparty na prostym i banalnym pomyśle, ale właśnie w nim tkwi największa siła i urok filmu. Po urazie głowy Edward nic nie traci ze swej inteligencji czy wiedzy, a jedynie zyskuje odwagę do przełamywania schematów i utartych ścieżek. Odkrywa w sobie pokłady śmiechu i uśmiechu oraz zwykłą, ludzką empatię. Jerzy Zieliński bawi się rekwizytami i postaciami i choć wkłada w ich usta banalne, a nieraz absurdalne twierdzenia obliczone na sentencje do zapamiętania, nie traci na wiarygodności. Lekkie oderwanie od rzeczywistości staje się genialnym polem do budowania komizmu sytuacyjnego i słownego.

U Zielińskiego drugie życie zyskuje upadły alkoholik, terapeutka AA czy szef ogromnej korporacji, dzięki czemu nawet postaci drugoplanowe przestają grać na głównego bohatera i zyskują nieco więcej niż stereotypową jedną cechę. Kolorowe rozbuchanie, brak przestojów sprawiają, że Król życia niesie fabułę o pozytywnym zabarwieniu, wywołując czysty śmiech. Choć zdarza się kilka nieudanych scen i zabawny symbolizm, to pozytywna energia (obsady!) puszcza potknięcia w niepamięć.