RECENZJA: Szaleństwo, które popłaca

Dużo się dzieje w filmowym debiucie Marcina Bortkiewicza. Pojawiają się duchy przeszłości. Między dwójką bohaterów rozgrywa się tajemniczy pojedynek zakrawający na psychiczne sprawdzanie własnych możliwości, a w tle rozbrzmiewa Wagner napędzany duchem Holocaustu. Noc Walpurgi to praca domowa prymusa, który bawi się językiem filmowym, przez co momentami przekracza granicę intelektualnej i emocjonalnej szarży.

Klasyczny dramat z zachowaniem jedności miejsca, czasu i akcji rozgrywa się w garderobie starzejącej się divy operowej (Małgorzata Zajączkowska), którą odwiedza młody dziennikarz (Philippe Tłokiński). Dynamiczna relacja między nimi pełna jest antagonizmów i erotycznego napięcia. Nora doświadczona przez życie, niczego nie ryzykuje, wciąga chłopaka w ekstremalną grę. Powoli odkrywa przed nim karty przeszłości, wodzi go za nos i daje upust swoim lękom i frustracjom. Poraniona przez niemieckich oficerów podczas II wojny światowej, zahartowana przez obóz koncentracyjny zdaje się być cyniczną i oziębłą istotą, która zbudowana na traumach gubi się w rzeczywistości. A jednak jej zachowania są obliczone na pewien szok, kontrowersje a w ostateczności emocjonalne katharsis.

Bortkiewicz dotyka esencji zła, szuka odpowiedzi na pytanie dotyczące wpływu przeszłości na życie człowieka. Wplata bohaterów w pozornie chaotyczne zagrania, odgrywanie ról, aby w pełni obnażyć ich słabości. Kiedy Robert przywdziewa kostium oficera SS, z łatwością wczuwa się w rolę, potwierdza tezę postawioną przez psychologów, że sytuacja konstytuuje nasze zachowania, a zło może posiadać twarz niewinnego człowieka. Oboje odgrywają swoje role, bawią się w teatr, doprowadzają do niespodziewanego i szokującego finału.

Nocy Walpurgi, czyli w dawnych wierzeniach germańskich nocy zmarłych i duchów, towarzyszy mroczny i tajemniczy nastrój. Wtedy wszystko może się wydarzyć, stąd nie razi przerysowanie formy i teatralna gra aktorów. Czarno – biały obraz jeszcze wyraźniej podkreśla mimikę i reakcje bohaterów, którzy w energetycznym rozwibrowaniu zatracają siebie. I choć zarzuca się Bortkiewiczowi przeszarżowanie, to nie można zaprzeczyć, że w tym szaleństwie jest metoda. Każdy element wnosi coś istotnego, a Małgorzata Zajączkowska udowadnia, że na takie role warto czekać całe życie.