RECENZJA: Rozmowy niekontrolowane

The End of the Tour to niezależny amerykański film, który mogli oglądać niedawno widzowie podczas szóstej edycji zakończonego American Film Festival odbywającego się w Nowych Horyzontach we Wrocławiu. Opowiadający prawdziwą historię wywiadu pisarza Davida Foresta Wallace'a przez dziennikarza Davida Lipskego, obraz zawiera wszystko co najlepsze, czego można by oczekiwać od niezależnego kina czy filmów biograficznych. To idealnie rozpisana historia zahaczająca o wiele tematów i balansująca między dramatycznymi momentami a tymi lżejszymi. W końcu, film Jamesa Ponsoldta przypomniał jak niewiele trzeba, by zrealizować rewelacyjne kino. Dla samego reżysera jest to z kolei kolejny już solidnie wykonana robota po Wyjść na prostą i Cudowne tu i teraz.

Pomimo tego, że film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach z lat dziewięćdziesiątych, nie jest szyty na film biograficzny ze standardową strukturą i tradycyjnym opowiadaniem historii postaci lub grupy postaci. Akcja dzieje się przez kilka dni i przez większość scen widzimy dwóch gości rozmawiających na różne tematy przy okazji promocji nowej książki jednego z nich. Spotkanie ze sobą tak ciekawych (i co by tu nie mówić – dziwnych) postaci jak dwójka Davidów, powoduje, że nawet najbardziej błahe rozmowy, które prowadzą ze sobą wydają się bardzo naturalne i niewymuszone. Tak też można powiedzieć o całym filmie. Jest prawdziwy i autentyczny, a postacie są z krwi i kości, bywają szorstcy, sytuacje stają się nierzadko niezręczne czy nawet odrobinę żenujące w niektórych momentach filmu.

Prawdziwy popis dają jednak aktorzy, a szczególnie Jason Segel i dotrzymujący mu tempa Jesse Eisenberg w głównych rolach. Zostali doskonale obsadzenie w swoich rolach i wspaniale współpracują ze sobą na ekranie. Czuć wyraźną chemię między postaciami i autentyczność w tej relacji. To prawdopodobnie najlepsze role w jakich widziałem tych aktorów i coś czuję, że długo tak pozostanie. Obserwowanie na ekranie połączenia ich dziwaczności i introwertyzmu z niezwykłą wrażliwością był czymś czego nie widziałem w filmie już dawno. Postacie mają swoje kompleksy i demony, które portretują aktorzy nie przesadzając jednak z manieryzmem. Nie ma więc nadekspresywnych scen z kłótniami i wykrzykiwaniem na siebie, co jest czasami bolączką "gadanych" filmów. Najbardziej emocjonalna scena między jednym Davidem a drugim pod koniec filmu odbywa się w zupełnym spokoju i ma charakter niejako katharsis dla obu stron.

Jednym z głównych motywów scenariusza autorstwa Donalda Marguliesa, opartego jest na książce Lipsky'ego "Although Of Course You End Up Becoming Yourself", jest rozprawianie się z mitem pisarza. David Foster Wallace odnosi się do swojego sukcesu ze szczególnym dystansem. W głębi jest dalej nieśmiałym mężczyzną, który przeżywa stres zanim wejdzie na scenę i wygłosi kilka zdań. Podobnie z konstrukcją w filmie Davida Lipskiego, który nie jest przedstawiony jako idealny dziennikarz. Nie waha się by wykorzystać nieobecność Wallace’a do pomyszkowaniu po jego domu, a w wielu rozmowach przemawia przez niego lekka zazdrość o dokonania pisarskie.

Niezwykłość tego obrazu polega na tym, że potrafi on dotknąć najbardziej fundamentalnych spraw związanych z naturą człowieka, sukcesem, stosunkiem do sławy i innych ludzi, a w następnej chwili cieszymy się razem z bohaterami z wizyty w kinie na Tajnej broni czy obżarstwem fast-foodami w drodze w samochodzie. Rozmowy na przykład o Szklanej pułapce (tej pierwszej!) czy piosenkarce Alanis Morissette są niewymuszone i bardzo codzienne. The End of the Tour to fantastyczne kino dialogu i po części drogi, które udowadnia to na każdym możliwym kroku. Jak na razie uważam nowym film Ponsoldta za najlepszy tegoroczny obraz. Zdaję sobie sprawę, że najbliższe dwa miesiące przyniosą jeszcze sporo dobrego kina (liczę chociażby na nadchodzące biografie takie jak Steve Jobs i Strategia mistrza), ale nie przeszkadzałoby mi, gdybym ten sundance’owy film pozostał na najwyższym podium. Wiem, że na pewno pozostanie w mojej głowie na długi czas.


Redox
Redaktor, wer, moderator, dodający zwiastuny, obsługujący fanpage fdb na Facebooku, w końcu kinomaniak. Lubię adaptacje komiksów, filmy z gatunku survival, ale też nie pogardzę dobrym niezależnym kinem. Z seriali nie trawię procedurali, a z muzyki najbardziej przemawia do mnie rock z nurtu psychodelicznego i progresywnego. Na fdb.pl od jesieni 2008 roku.