RECENZJA: Angelina Jolie i Brad Pitt - Nad morzem

Zmęczone małżeństwo z kilkunastoletnim stażem przybywa kabrioletem do nadmorskiej miejscowości na Malcie. Ona – piękna i dystyngowana była tancerka, on – pisarz z sukcesami wędrujący w poszukiwaniu natchnienia. Przyjeżdżają razem, ale od dawna emocjonalnie żyją oddzielnie. Tajemnicza przeszłość, jakaś zadra i brak umiejętności rozmowy oddala ich od siebie, wrzucając w rutynowe czynności trzymające ich związek na włosku.

Wcześniej Angelina Jolie poruszała ważne i wielkie tematy (wojna na Bałkanach czy niezłomność jeńca japońskich obozów), które wzbudzały silne emocje. Tym razem miało być subtelnie, bez patosu i matczynego pochylania się nad losem uciemiężonych, ale wyszło bezbarwnie i nudno. Po powrocie na ekrany najseksowniejszego małżeństwa z Hollywood spodziewano się czegoś więcej niż mechanicznej opowieści o bogatych ludziach z problemami. Vanessa (Jolie) i Roland (Brad Pitt) są niczym para wyjęta z żurnala, której brak krzty energii, chemii i zaangażowania. Zastanawia tylko fakt, na ile był to zamierzony efekt, a na ile wypadek przy pracy, kiedy bohaterowie rozmawiają półsłówkami, recytując banalne słowa zapisane w scenariuszu.

W Nad morzem nieustannie dominuje nastrój tajemnicy. Para topi swoje smutki w litrach alkoholu, spędza oddzielnie czas, aby odnaleźć grzeszną przyjemność we wspólnym podglądaniu przez dziurę w ścianie nowożeńców w sąsiednim pokoju. Jolie dostarcza swoim bohaterom lustra, w którym mogą się przejrzeć. Zakochani, roześmiani i pełni namiętności Lea (Melanie Laurent) i Francois (Melvil Poupaud) stają się reminiscencją ich związku. Wzbudzają podziw, ale przede wszystkim zazdrość i zawiść, które często prowadzą do nieracjonalnych zachowań. Wojerystyczne zajęcie daje im grzesznej wspólne zainteresowanie, które przynajmniej chwilowo zbliża małżonków.

Film niestety grzęźnie w schematycznych ujęciach i kontrastach wygrywających zagubienie bohaterów. Reżyserka otacza ich ludźmi hołubiącymi związki, mimochodem pokazuje starsze małżeństwo, wprowadza wątek właściciela pubu, który tęskni za zmarłą żoną, ale nieustannie ślizga się po powierzchni kluczowej relacji. Szczególnie kiedy oklepanymi środkami stara się zaznaczyć istniejący problem. Vanessa łyka leki garściami, pije alkohol i spędza całe dnie na nicnierobieniu, podczas gdy Roland przesiaduje w barze. Piękni stają się woskowymi figurami, na których twarzach z rzadka goszczą jakieś emocje, a nawet wybuch wzajemnych żali staje się teatralną farsą.

Nad morzem pełne jest metaforycznych znaczeń, subtelnych odniesień i dbałości o szczegóły (zachwycająca scenografia), jak i twórczych rozważań na temat poszukiwania inspiracji i wytrwałości w pracy nad sobą i związkiem. Roland jako autor zwraca wzrok w swoją stronę i zaczyna pisać o sobie samym, dzięki czemu Jolie buduje autorefleksję o twórcy, stawiając pytanie na ile zaprezentowany obraz jest wiwisekcją ich związku. A z drugiej strony samotny rybak codziennie bez powodzenia wyrusza na łowy,ale nie poddaje się, tak samo jak bohaterowie starający się uratować resztki bliskości, która pozostała między nimi.

Duet Jolie Pitt nie niesie w sobie już tak silnej i emocjonującej energii jak za czasów Mr. & Mrs. Smith, nie porywa jak wcześniejsze obrazy reżyserki, przez co staje się smutną i nudną przygodą na Malcie. I choć Jolie stara się wzbudzić uczucie niepokoju i napięcia przez kilkusekundowe przebitki z niewyraźnych ujęć, które mają naprowadzić na trop wydarzeń z przeszłości, finalnie rozczarowuje wydumaniem przedstawienia prostej historii niespełnionego pragnienia.