Dorastanie bez zdrobnień - recenzja Znam kogoś kto cię szuka.

Ludzie kochają mocne charaktery w kinie, wyraziste i wielowymiarowe portrety. Potrzebujemy soczystych bohaterów, dzięki którym możemy dokonać bardziej zaawansowanej charakterystyki, niż rysopis. Oni stają się rozgłośnią, interpretującym nośnikiem pewnych tez zawartych w filmie, a nie wyłącznie recytatorami. Bohater zbiorowy jest zarezerwowany wyłącznie konkretnym gatunkom. Niestety, na pewno nie dramatom, które bardzo blisko przyglądają się człowiekowi i mają wręcz obowiązek kadrować jego organy wewnętrzne. Wiecie co się dzieje, jak wszyscy mówią na raz? Powstaje szum i z wielu rozmów, nie zapamiętamy żadnej. W Znam kogoś kto cię szuka Juli Kowalskiej bohater jest rozproszony, każdy ma jakiś wewnętrzne rozgrywki, ale my zostajemy na zewnątrz.

Film opowiada, o Józefie, polskim budowlańcu na emigracji, który po latach podejmuje decyzje o skontaktowaniu się ze swoim synem. Los chce, żeby mu to ułatwić i w jednej z rodzin u której pracuje poznaje dziewczynę. Jak się okazuje uczy się ona w szkole z jego synem.

To film o dojrzewaniu w każdym wieku, tylko do różnych rzeczy, ale nigdy bezboleśnie i bez wychodzenia za linie. Determinanty i nastroje jak z Debiutantów, jednak podane w o wiele mniej zgrabnym artystycznie i narracyjnie opakowaniu. Za dużo w tej historii o poszukiwaniu, dezorientacji, chaotycznym, ale szczerym chceniu, jednak poruszania się po samej powierzchni. Intymność bohaterów jest tylko zapowiedzią, która nie realizuje się w narracji. Głębi się jednak tutaj nie poszukuje, a trochę ją symuluje, nią oszukuje.

Widać, że reżyserka czerpiąc (bardziej lub mniej) z własnych doświadczeń zwraca się do nas z filmem o kobiecej sile, a to w polskim kinie niestety dalej jednostkowy akt odwagi. Nasza bohaterka wchodzi w bardzo bliską relację z Józefem, jednak nie ma w tym taniej prowokacji, nikogo nie paruje dla uzyskania jakiegoś efektu. Reżyserka bez ignorancji i trywializacji podchodzi do okresu dojrzewania, tworząc trochę: girl power, a nie kolejną niepoczytalną nastolatkę. To czas pełen chaosu, niekonsekwencji i niestabilności, ale nie irracjonalizmu. Autorka chce opowiedzieć o okresie dojrzewania bez mrugania okiem. Jednak wydaje się, że paliwa w tej historii nie wystarczyło.

W Znam kogoś kto cię szuka jest wiele apetytu i pomysłu. Jednak ten cały skomponowany fantastycznie naturalizm nie wie do czego chce dotrzeć i o czym opowiedzieć. A jeżeli już chce, to robi to w mocno chimeryczny i flegmatyczny sposób. Znam kogoś kto trochę cię oszuka.