RECENZJA: Solidne zakończenie nie najgorszej serii

Jedne serie się zaczynają, inne kończą. W przypadku kasowego cyklu „Igrzyska śmierci” mamy do czynienia z tą drugą opcją. Idąc współczesnym trendem , twórcy postanowili ostatnią odsłonę zatytułowaną Kosogłos podzielić na dwie części. Czy ten pomysł okazał się być dobry? Zdania sympatyków przygód Katniss Everdeen są raczej zgodne – producenci chcieli w ten sposób wyciągnąć od widzów jak najwięcej pieniędzy, przez co z pewnością finał nie do końca wykorzystał drzemiący w nim potencjał.

Na początek zacznijmy może jednak od tego, co widzowie drugiej części Kosogłosa będą mieli okazję zobaczyć. Katniss po próbie zabicia jej przez Peetę dochodzi do siebie. Ponownie zostaje wykorzystywana jako propagandowa zabawka w walce rebeliantów z Kapitolem. A jak wiadomo nie od dzisiaj, panna Everdeen nie zawsze jest posłuszna rozkazom i lubi działać na swoją rękę. Tak więc i tym razem postanawia wcielić życie swój własny plan i ruszyć z misją zabicia prezydenta Snowa.

Ja sam należę do osób, które lubią tę serię. Odbieram ją w ramach czysto rozrywkowych, co więcej jest to dla mnie swoisty guilty pleasure, który po prostu dobrze się ogląda. Igrzyska śmierci były przyjemnym powiewem świeżości w kinie młodzieżowym po Zmierzchu. Wychodziły z niezłym konceptem, który naprawdę mógł się podobać i wywołać spore emocje u widzów. Druga częśc – moim zdaniem najsłabsza – zbyt mocno powielała schemat znany z poprzednika, przez co nie miała już takiej siły i niczym specjalnym nie zaskakiwała. Z kolei pierwsza część Kosogłosa była mało spotykanym blockbusterem, którego cechowała spora kameralność i ukazanie wojny z całkiem innej strony – tej walki propagandowej. Jak jest z ostatnią odsłoną?

Uważam, że jest to bardzo solidne zamknięcie całego cyklu, który łączy akcję, dynamikę pierwszych dwóch części z kameralnością i wyciszeniem trzeciej. W tym przypadku jednak to te pierwszy nakręcają ten film. W trakcie seansu dostaniemy kilka naprawdę efektownych sekwencji, a jedna z nich, w której bohaterowie walczą z potworami naprawdę może się spodobać. Podczas oglądania miałem skojarzenia z filmem Obcy: Przebudzenie. Może mylne, ale jednak czuję że Francis Lawrence lekko się inspirował tą produkcją.

Gorzej wypada już tutaj warstwa emocjonalna filmu. Główna bohaterka zamknięta w miłosnym trójkącie i masą źle napisanych dialogów. Naprawdę momentami można było się złapać za głowę. Ludzie tak nie rozmawiają, jak robią to bohaterowie Kosogłosa. Patetyczne i nie mające sensu rozmówki, będące zwykłymi zapychaczami czasu. Już nawet tej walki propagandowej jest mniej, ale to oczywiste. W końcu finał musi być jak najbardziej efektowny.

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2, jak i reszta odsłon cyklu ma sporo wad. Są one jednak niczym w porównaniu z resztą produkcji dla młodzieży, które w ostatnim czasie powstają jak na zawołanie po sukcesie filmów na podstawie powieści Suzanne Collins. Walka z systemem i propagandą otaczającą mieszkańców Panem jest zdecydowanie ciekawsza, aniżeli walka dwóch młodych mężczyzn o serce Katniss. I to własnie dla tego pierwszego warto sięgnąć po tę serię.


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)