Pamiętaj mnie! – dokument „Aktorka”

Nie napiszę, że Elżbieta Czyżewska była naszą polską Marylin Monroe. Nie dołączę się do czkawki: królowa polskiej sceny filmowej i zapieczętuję tę laurkę. Dokument Aktorka nie organizuje benefisu ani nie stawia lukrowanego popiersia bohaterki. Nie popada również w drugą stronę skrajności – nie demaskuje, nie pełni też funkcji obrazoburczej we współpracy z redaktorami magazynów plotkarskich. Aktorka to dokument, który z dużą troską, ale nie podlizywaniem się, opowiada o straconych szansach – nie tylko samej Czyżewskiej, ale polskiego środowiska filmowego…

Elżebieta Czyżewska grała w filmach, ale jej życie samo było kinem wielu gatunków, pełnym metrażem – jednak mało reżyserowanym. Spontaniczne, impulsywne i nieustannie rozgrzane do czerwoności – jak kino lat 60.

Aktorka to trochę samograj. Narracyjnie i formalnie twórczynie (Kinga Dębska, Maria Konwicka) nie podejmują się robienia łamigłówek, nikt tutaj nie aktualizuje gatunku dokumentalnego. Jednak w tej przezroczystości wykonania, gadających głowach, jest pewna metoda. To koronkowa robota, potężnie odrobiona praca domowa, konsekwencja prześwietlenia. Brak sygnalizowanej obecności reżyserów i brak ostrej tezy, dystans zamiast wymachiwania sympatią bądź antypatią, pozwala nam poznać Elżbietę Czyżewską, z całym jej błogosławieństwem i przekleństwem. Reżyserki dają się wypowiedzieć wielu osobom, stąd mamy szeroki przekrój jej postaci – nie tylko jako divy i aktorki totalnej, pracującej przez siedem dni w tygodniu, ale też pogubionej dziewczyny poszukującej nieustannie ludzkich ramion – która była równie często po prostu Elą.

Oczywiście epicentrum dokumentu jest sama Czyżewska, jednak refleksje rozchodzą się w różnych kierunkach. Jest tutaj dużo o trudach emigracji, aktorstwie poza własnym krajem, o szowinistycznym środowisku filmowym i ogromnej prowizji jaką artysta płaci od swojego talentu.

W Aktorce jest dużo rozczarowania (ale nie widza dokumentem). Kiedy widzimy jak światek filmowy zagniewał się na Czyżewską, wtedy po raz pierwszy mocniej odczujemy stronniczość reżyserek (chociaż trafniejsze będzie określenie – wsparcie), ale nie ma w tym bezkrytycznej miłości do bohaterki. Ile takich talentów polska scena przepełniona walką o środki na kręcenie, celebrująca elastyczność ideową i kumpelstwo, przegapiła, nie upilnowała wielkich, nie dając im szansy na bycie jeszcze większymi?

Jedynym skandalem w dokumencie o Elżbiecie Czyżewskiej jest to, że powstaje dopiero teraz. O Aktorce, która nie zawsze grała i wygrywała. A cudzysłów do aktorki jest tutaj zbędny.