Opowieści fantastyczne – recenzja filmu „Swobodne opadanie”

Absurd i groteska przy budowie komentarza do rzeczywistości jest tak skuteczna, jak postawienie na bramce w klubie braci Khalidov. Wie o tym reżyser Swobodnego Opadania tworząc godne Dostojewskiego własne "Opowieści fantastyczne". Fantastyka, która nie proponuje nam bezpiecznego azylu, a stawia na linii ognia refleksji. Gawędziarz z ciągotami do dodawania elementów realizmu magicznego – tak bym nazwała Györgya Pálfiego, posiadającego jeden z najbardziej innowacyjnych języków 2016 roku… a ten dopiero się zaczął.

W pozornej historii starszej kobiety, która widzi co się dzieje w mieszkaniu kolejnej rodziny, powstaje gorzka refleksja o współczesności. Okno na kolejne mieszkanie, jest oknem na większe wnioski o cywilizacji. A komu nie umknie wszelka niedorzeczność XII wieku? Pokoleniu poprzedniemu.
Reżyser pokazuje, że w tym starczym tetryczeniu: w głowie się nie mieści… jest o wiele więcej celnej krytyki, niż demencji. Swobodne Opadanie trafnie pokazuje nam skutki uboczne naszej nowoczesności, superkreatywności i hiperinnowacyjności ze świadomym przekrzywieniem. To co dzisiaj potraktujemy jako fantazje o sytuacjach ekstremalnych (np. aborcja długi czas po narodzinach dziecka, całe życie w foli ze względów bezpieczeństwa) jutro może już być elementem dnia codziennego. Stanowimy dla siebie samych największe zagrożenie.

Swobodnie opadanie nieprzypadkowo kojarzy nam się ze swobodnym spadaniem – zjawisko fizyczne. Polega ono na ruchu ciała pod wpływem siły ciężkości. Tym ciałem jest nasza główna narratorka, starsza kobieta, siłą ciężkości – obecny kształt cywilizacji.

Ten piekielnie inteligentny zbiór opowiadań, siedmiu historii, w których niemym narratorem jest staruszka, ma wspólny mianownik – pozorny futuryzm, ale i jego nieodległość. Jest to zakamuflowany w niesamowity humor i spójną konstrukcję, dis na człowieka współczesnego, który kontroluje coraz nowsze technologie, ale coraz mniej samego siebie. Pojęcie rozwoju ma na wielu płaszczyznach rotacje wsteczną. Jak bardzo w opozycji do hollywoodzkiego infantylnego pisku, stoi brak entuzjazmu nowymi zabawkami? Reżyser potrafi w tej paradzie swojej wyobraźni, odsunąć uwagę od siebie i być O IRONIO (biorąc pod uwagę zastosowane środki) zdroworozsądkowym i krytycznym. Nie jest to niewinny, pełen surrealistycznych rozwiązań, performance artystyczny, a mocno apokaliptyczna wizja. Patrząc na sytuacje podejrzane, każemy reżyserowi popukać się w głowę. Jednak z każdą sekundą filmu, wychodzi na to, że to on nie pozostawia nam wyboru – to człowiek dawno powinien to zrobić.

Reżyser wymanewrowuje nas swoimi kolejnymi pomysłami, ale na końcu i tak czekają smutne wnioski. Klatka piersiowa po seansie nie opada wcale tak swobodnie. Świat nie zmyślony, a zamyślony…