Moje córki krowy - najlepsze otwarcie 2016 roku w Polsce!

Maria Dębska, Gabriela Muskała, Marian Dziędziel oraz Agata Kulesza

Znakomity start długo wyczekiwanego filmu Kingi Dębskiej Moje córki krowy. Tragikomedia z Agatą Kuleszą i Gabrielą Muskałą notuje najlepsze kinowe otwarcie 2016 roku w Polsce.

O tragedii najlepiej opowiada się przez komedię. Śmiech wyzwala – tak o swoim najnowszym filmie mówiła sama reżyserka.

Najwyraźniej Kinga Dębska doskonale wiedziała, co mówi, bowiem film od pierwszych publicznych pokazów zbierający doskonałe recenzje widzów i krytyków, z miejsca podbił serca widowni kinowej. Moje córki krowy – polską produkcję zaliczoną przez amerykański serwis "The Village Voice" do grona najlepszych filmów roku; zaraz obok hitów W głowie się nie mieści Pixara i Mad Max: Na drodze gniewu w premierowy weekend obejrzało więcej widzów niż nowe Gwiezdne Wojnyłącznie 112 000 (licząc z przedremierami – 132 000)!

Gabriela Muskała, Łukasz Simlat oraz Agata KuleszaGabriela Muskała, Łukasz Simlat oraz Agata Kulesza

A o czymże jest ten film – ktoś zapyta – że takie wzbudza zainteresowanie? Marta (Kulesza) odniosła sukces w życiu, jest znaną aktorką, gwiazdą popularnych seriali. Pomimo sławy i pieniędzy, wciąż nie może ułożyć sobie życia. Samotnie wychowała dorosłą już córkę (w tej roli debiutująca Maria Dębska). W przeciwieństwie do swojej silnej i dominującej starszej siostry, Kasia (Muskała) jest wrażliwa i ma skłonność do egzaltacji. Pracuje jako nauczycielka, jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Mąż Kasi (Marcin Dorociński) to życiowy nieudacznik, który bezskutecznie poszukuje pracy. Siostry nie przepadają za sobą, ale nagła choroba matki (Niemirska) zmusza je do wspólnego działania. Muszą zaopiekować się ukochanym, ale despotycznym ojcem (Dziędziel). Marta i Kasia stopniowo zbliżają się do siebie i odzyskują utracony kontakt, co wywołuje szereg tragikomicznych sytuacji. Jest to więc zabawna, ale i wzruszająca historia dwóch sióstr, które postawione w trudnej sytuacji życiowej zmuszone są współdziałać, mimo wzajemnej niechęci. Jednak siła tego filmu jest nie tylko w fabule, lecz także w obsadzeniu znakomitych aktorów, ale z nieco odmiennym emploi, niż to, z którego do tej pory byli znani. Jak mówiła sama reżyserka:

Aktorzy chcą grać, ale nie ciągle to samo. Niestety w Polsce często obsadza się aktorów wciąż w podobnych rolach, podczas gdy i widzowie, i oni sami, bardzo chętnie wyszliby poza przypisywane im emploi.

Marcin DorocińskiMarcin Dorociński

Bardzo dobrym tego przykładem jest choćby Marcin Dorociński obsadzony w roli Grzegorza, bezrobotnego męża Kasi, nieudacznika i nieroba, kompletnie innej niż role twardzieli czy amantów z jakich znamy tego aktora. Kinga Dębska tak to opisywała:

Marcin nie ma natury amanta, mimo iż tak wygląda i tak jest obsadzany. Ma fantastyczny talent komediowy, który tu widać, ja go tylko hamowałam, żeby za bardzo nie kradł scen. Postać grana przez Marcina powstała już przy próbach charakteryzacji i kostiumów. Kiedy zobaczyliśmy go z tłustą grzywką, w mokasynach założonych na skarpety, mieliśmy Grzegorza.

Gabriela Muskała, Marian Dziędziel i Marcin DorocińskiGabriela Muskała, Marian Dziędziel i Marcin Dorociński

Również Mariana Dziędziela zobaczymy w odmiennej roli, niż te, do których przywykł widz polskiego kina. Tutaj po raz kolejny zacytuję samą reżyserkę, która znakomicie wyjaśnia jak do tego doszło:

Nasza rozmowa była krótka. Marian powiedział, że żona przeczytała scenariusz i że musi to zagrać, bo to scenariusz o nim. Zadałam mu pytanie, czy przejdzie się po szpitalu w koszuli z gołym tyłkiem. Zgodził się, choć dość niechętnie. I od razu, jak to on, zaczął się na zapas martwić, jak on to zrobi, czy da radę, że to trudne. Marian jako wybitny aktor i bogaty w przeżycia człowiek stworzył wielką kreację. Takiego Dziędziela widzowie jeszcze nie znają.

Marian DziędzielMarian Dziędziel

Widzom nie pozostaje nic innego, jak wybrać się do kina i przekonać się na własnej skórze czy w polskim kinie faktycznie dzieje się coraz więcej dobrego. Przemawiają za tym w końcu twarde dane. Debiutując z łączną frekwencją 132 000 widzów Moje córki krowy nie tylko zanotowały najlepsze kinowe otwarcie 2016 roku w Polsce, ale też były pierwszym filmem, który zdołał w weekend uzyskać większą oglądalność, niż królujące dotychczas w kinach Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy. Co więcej, doskonale zaprezentowały się na tle innych zeszłorocznych hitów srebrnego ekranu. Ich wynik – po trzech dniach od premiery – jest wyższy m.in. od analogicznej frekwencji takich przebojów, jak: Marsjanin, Everest, Dobry dinozaur i Paddington z 2015 roku. A przypomnijmy, że każdy z tych hitów finalnie zakwalifikował się do Top 20 zeszłorocznego Box Office. Ponadto miarą sukcesu Krów jest fakt, że w poprzednim roku tylko trzy polskie produkcje zanotowały na starcie frekwencję powyżej 100 000 widzów: Listy do M 2, Discopolo oraz Wkręceni. Każdy z tych tytułów przekroczył w kinach wynik 700 000 widzów.

Moim marzeniem było takie skonstruowanie filmu, żeby widz na zmianę śmiał się i płakał, ale żeby wyszedł z kina zbudowany, a nie podłamany – mówiła przed premierą reżyser, Kinga Dębska.

Znakomita frekwencja na starcie filmu Moje córki krowy pokazuje, że marzenia czasem się spełniają.


Arkadiusz Turek
Jako redaktor zajmuję się głównie kinem polskim i europejskim. Rodzime produkcje coraz częściej zasługują na promocję, choć nie mają takich "łokci" jak hollywoodzka maszyna. Rzucam więc do walki wszystkie swoje klawiatury i spróbuję to zmienić ;) Prywatnie jestem filmożercą, ale umiarkowanym kinomaniakiem (nie znoszę zapachu popcornu, gdyby nie on, zdecydowanie częściej chodziłbym do kina). W zamian buduję własne kino, gdzie zgromadziłem już ok. 5 tys. pozycji, w tym tysiąc polskich. Na fdb.pl od wiosny 2007 r.