RECENZJA: Nienawistna ósemka

Mroźny dreszcz przebiega po plecach z radości i emocji, kiedy na ekranie królują bohaterowie Tarantino. Epicka wyprawa łowcy głów ze swoją zdobyczą zamienia się w kameralny kryminał i dramat rozpisany na barwne i dźwięczne dialogi ósemki bohaterów. Całość ocieka niewybrednym humorem, który nie pozwala na ciepłe odczucie komfortu. Reżyser mrozi krew w żyłach, dzieli opowieść na rozdziały i co chwilę przekuwa balon przyzwyczajeń widza do prostych i przewidywalnych rozwiązań.

Nienawistna ósemka spuszcza nieco z tonu rozbuchanych reżyserskich wizji rodem z Django czy Pulp fiction na rzecz inscenizacyjnej powściągliwości. I choć film rozpoczyna się w niesamowitych plenerach (najpiękniejsza zima z białym śniegiem i skwierczącym mrozem), zapowiadając rozmach, to ostatecznie Tarantino zamyka swoich bohaterów w małej chatce i z teatralnym zacięciem rozrysowuje niesamowitą dynamikę ich relacji. Bawi się chronologią, czas obecny przeplata ze wspomnieniami, angażując widza w fenomenalne detektywistyczne dochodzenie do prawdy, kto jest sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Dzięki czemu czerpie nie tylko z tradycji westernu, ale również z kina drogi i kryminału.

Quentin Tarantino prezentuje męski świat Dzikiego Zachodu, ale wciąż pozostaje wierny uwielbieniu dla kobiecej siły. Fenomenalna obsada (fantastyczny Samuel L. Jakcson) daje przestrzeń dla każdej z postaci, a Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh) jest urocza w swojej morderczej potworności. „Nienawistna ósemka” to film kontrastów, zderzenie poglądów oraz historyczne rozprawianie się z wojną secesyjną zatopione w krwawej jatce.

Reżyser Wściekłych psów ponownie wykorzystuje dorobek światowego kina, czerpie inspiracje pełnymi garściami, aby zmieszać wszystko ze sobą i wypełnić soczystym językiem (który czasami może oburzać). Uczta dla kinofili pełna tropów i zagadek opatulona białym zimowym puchem. Brrr, to trzeba przeżyć!

Ocena: 7/10