Excentrycy - swingowa podróż do lat 50.

W kinach 15 stycznia pojawią się Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy. W swoim najnowszym filmie Janusz Majewski zabiera nas w filmową podróż do lat 50., kiedy królował swing i wolność. W rolach głównych Maciej Stuhr, Sonia Bohosiewicz, Anna Dymna, Natalia Rybicka, Wiktor Zborowski, Wojciech Pszoniak, Adam Ferency, Marian Dziędziel oraz Władysław Kowalski.

Film oparty jest na powieści Włodzimierza Kowalewskiego „Excentrycy“. Za muzykę, która jest jednym z ważniejszych elementów tego obrazu, odpowiedzialny jest Wojciech Karolak, który zresztą pojawia się na ekranie jako pianista w barze Hotelu Związkowego. Nie jest to pierwsza przygoda filmowa tego genialnego jazzmana – stworzył muzykę choćby do Konopielki czy serialu Przyłbice i kaptury. Choć muzyka jest głównym bohaterem Excentryków – nie tłem, lecz pełnoprawnym bohaterem filmu – to jest to też film o miłości, i to na wielu płaszczyznach. Przybliżmy nieco samą fabułę.

Jest schyłek lat 50. Do Polski z Anglii wraca Fabian (Maciej Stuhr), emigrant wojenny, jazzman. Przed wojną grał na puzonie w orkiestrze na polskim transatlantyku. Przyjeżdża do siostry – Wandy (Sonia Bohosiewicz) do Ciechocinka, aby znów grać swing. Nie wie jeszcze, że znajdzie tu również miłość.

Natalia Rybicka jako Modesta i Maciej Stuhr jako Fabian, fot. M. MakowskiNatalia Rybicka jako Modesta i Maciej Stuhr jako Fabian, fot. M. Makowski

Sonia Bohosiewicz jako Wanda i Natalia Rybicka jako Modesta, fot. M. MakowskiSonia Bohosiewicz jako Wanda i Natalia Rybicka jako Modesta, fot. M. Makowski

Z miejscowych profesjonalnych muzyków i amatorów kompletuje big-band. Zespół składa się z grupy ekscentryków, których spotkanie rodzi wiele zabawnych sytuacji. Jest wśród nich gardzący muzyką stroiciel fortepianów – Zuppe, który w każdym pisarzu widzi homoseksualistę (nagrodzony na Festiwalu Filmowym w Gdyni Wojciech Pszoniak), dystyngowany doktor Vogt (Jerzy Schejbal), klarnecista amator (Adam Ferency), milicjant, który przed wojną był trębaczem (Wiktor Zborowski) i młodzi bikiniarze (Wojciech Mazolewski z zespołem). Dołączają do nich siostra Fabiana, która przed wojną była znaną śpiewaczką jazzową, oraz tajemnicza femme fatale – Modesta (Natalia Rybicka).

Jerzy Schejbal jako dr Vogt i Wojciech Pszoniak jako Felicjan Zuppe, fot. M. MakowskiJerzy Schejbal jako dr Vogt i Wojciech Pszoniak jako Felicjan Zuppe, fot. M. Makowski

Anna Dymna jako Bayerowa, fot. M. MakowskiAnna Dymna jako Bayerowa, fot. M. Makowski

Tygodniami ćwiczą repertuar w pensjonacie Bayerowej (Anna Dymna), niegdyś właścicielki, dziś zmęczonej życiem, ale niepozbawionej humoru gospodyni. W końcu dają pierwszy publiczny koncert i z miejsca odnoszą ogromny sukces. Najjaśniejszą gwiazdą zespołu jest piękna i uwodzicielska Modesta. Kobieta rozkochuje w sobie Fabiana, wkrótce zostają kochankami. „Król i królowa swingu”, dwa barwne ptaki, żyją razem, zmagając się z trudną rzeczywistością tamtych lat. Jednak pewnego dnia Modesta nagle znika, a historia miłosna zmienia się w opowieść z wątkiem szpiegowskim – o marzeniach i tęsknocie za światem Zachodu.

Maciej Stuhr jako Fabian i Natalia Rybicka jako Modesta,fot. M. MakowskiMaciej Stuhr jako Fabian i Natalia Rybicka jako Modesta,fot. M. Makowski

Natalia Rybicka jako Modesta i Maciej Stuhr jako Fabian,fot. M. MakowskiNatalia Rybicka jako Modesta i Maciej Stuhr jako Fabian,fot. M. Makowski

Jak już wspomniałem, istotną warstwą filmu jest sama muzyka, która – jak łatwo się domyślić – stawia pewne wyzwania przed aktorami, nie każdy wszak jest również muzykiem. Ciekawie wyjaśnia swoje przygotowania do roli Fabiana Maciej Stuhr, który gra na puzonie i dyryguje swoją orkiestrą:

Nie będę bardzo daleki od prawdy, jeśli powiem, że przygotowywałem się osiem lat – tyle bowiem trwała moja edukacja muzyczna. Grałem co prawda na fortepianie, a nie na puzonie, ale bez tej szkoły trudno byłoby zagrać Fabiana – świetnego jazzmana. To była dość trudna praca. Cała ekipa po zdjęciach szła do łóżek, a ja do pierwszej, drugiej ćwiczyłem grę na puzonie i dyrygowanie big-bandem. Ale była to też olbrzymia frajda! Zwłaszcza stanie naprzeciwko big-bandu. Nawet więcej niż frajda – spełnienie moich muzycznych marzeń. Do tego nauka tańca i śpiewu. Było co robić!

Nie mniejsze zadanie reżyser postawił przed Sonią Bohosiewicz, która tak wspomina przygotowania do roli Wandy:

Do roli przygotowywałam się kilka miesięcy – mam tu na myśli nie tylko pracę nad scenariuszem, ale także przygotowanie wokalne. Wielokrotnie śpiewałam w przedstawieniach teatralnych, na festiwalach i koncertach – byłam przekonana, że potrafię śpiewać. Na pierwszym spotkaniu z Agnieszką Hekiert, po kilku nutach „On the Sunny Side of the Street”, które zaśpiewałam usłyszałam od niej od razu: „Stop, stop, stop. Ile mamy czasu? Cztery miesiące… Może zdążymy”. Zrozumiałam, że śpiewanie jazzowe jest kompletnie czymś innym niż wszystko, co do tej pory śpiewałam. Należy bezbłędnie trafiać w dźwięk, nie ma miejsca na podjazdy, melizmaty. Wokal ma być jak trąbka. Muszę dodać, że piosenki, które otrzymałam od reżysera, utwory, które miały mnie zainspirować, wykonywała Ella Fitzgerald. Było gdzie się wspinać. Kiedy już nagraliśmy utwory do filmu, wszyscy bardzo mi gratulowali. Myślę, że efekt jest zadowalający.

Ponadto na ekranie zobaczyć będzie można jednego z najlepszych polskich jazzmanów – Wojtka Mazolewskiego wraz z jego zespołem. W filmie wykorzystano również nieśmiertelne standardy jazzowe znakomitych klasyków gatunku takich jak: Glenn Miller, Billy Strayhorn czy Cole Porter. Ostateczną zachętą do wybrania się do kina na ten film niech będą słowa samego reżysera, Janusza Majewskiego:

Jazz był religią mojego pokolenia. W pierwszych latach po wojnie zanim zapadła noc stalinizmu do Polski docierała prasa z Zachodu, radio i amerykańskie filmy, a z nimi ta porywająca muzyka. Była to era swingu, era big-bandów – wielkich orkiestr, era tańców boogie-woogie. W 1948 roku wszystko to się skończyło, jazz został wyklęty, jako symbol imperialistycznego Zachodu, wrogi i dekadencki, musiał zejść do podziemia. Stalin w końcu umarł, Chruszczow rozwiał wszelkie złudzenia, ale Gomułka wzbudził nadzieje na niezawisłość umysłów, jazz wrócił i triumfalnie podbił następne pokolenie, znów stał się synonimem wolności i przynależności do kultury Zachodu. Chciałem zrobić film o sile optymizmu, o wierze w niezależność ducha, o ciemnocie i nikczemności tamtych lat, o pięknie muzyki i miłości, o brzydocie kłamstwa i hipokryzji. Tym filmem chciałem się pożegnać z ideałami mojej młodości i mojego pokolenia oraz pewnie – co tu ukrywać – z zawodem, który był moją pasją przez ponad pół wieku.

Janusz Majewski z Maciejem Stuhrem na planie, fot. M. MakowskiJanusz Majewski z Maciejem Stuhrem na planie, fot. M. Makowski

Mamy jednak nadzieję, że nie będzie to ostatnie słowo znakomitego polskiego reżysera, wielokrotnie nagradzanego nie tylko za filmy, ale również za wspaniałe spektakle teatralne. Do kin w imieniu swoim i dystrybutora, Next Film, zapraszamy już 15 stycznia 2016 roku.

Źrodło: informacja prasowa


Arkadiusz Turek
Jako redaktor zajmuję się głównie kinem polskim i europejskim. Rodzime produkcje coraz częściej zasługują na promocję, choć nie mają takich "łokci" jak hollywoodzka maszyna. Rzucam więc do walki wszystkie swoje klawiatury i spróbuję to zmienić ;) Prywatnie jestem filmożercą, ale umiarkowanym kinomaniakiem (nie znoszę zapachu popcornu, gdyby nie on, zdecydowanie częściej chodziłbym do kina). W zamian buduję własne kino, gdzie zgromadziłem już ok. 5 tys. pozycji, w tym tysiąc polskich. Na fdb.pl od wiosny 2007 r.