Inne oblicze gwiazdy Żywych trupów

W najbliższy piątek, 29 stycznia, na ekrany polskich kin zawita horror The Boy. Przedstawiamy Lauren Cohan, gwiazdę serialu HBO Żywe trupy, która zagrała w tym filmie główną rolę.

Lauren Cohan urodziła się 7 stycznia 1982 roku w Filadelfii w USA. W jej żyłach płynie krew amerykańska, irlandzka, szkocka i norweska. Aktorka znana jest głównie z roli Maggie Greene w serialu Żywe trupy, oglądanym przez miliony widzów na całym świecie, który wciąż bije kolejne rekordy popularności. Ale publiczność zna ją również z seriali Pamiętniki wampirów, Współczesna rodzina i Chuck. Gościnnie pojawiła się w Dowodach zbrodni i CSI: Kryminalnych zagadkach Nowego Jorku. Na dużym ekranie jej kariera dopiero nabiera tempa, ale miała już okazję pracować m.in. u boku Sylvestra Stallone'a i Kyry Sedgwick w niezależnej produkcji Motywacja. Najnowszy film z Lauren Cohan w roli głównej to horror zatytułowany The Boy.

Lauren Cohan

Dla Lauren Cohan udział w horrorze był ostatnią rzeczą, której chciała. Po siedmiu sezonach spędzonych na planie postapokaliptycznego serialu o zombie – Żywe trupy (ang. "The Walking Dead") szukała zupełnie innych wyzwań. Jednak Greta z The Boy ujęła ją wrażliwością i siłą młodej kobiety – zdeterminowanej, żeby z niewielu opcji, które jej pozostały, wybrać najlepszą i jak najwięcej z niej wydusić.

Rozglądałam się za czymś megasłodkim, lekkim i romantycznym – mówi Cohan. Ale od scenariusza The Boy nie mogłam się oderwać. Jednocześnie bałam się i ekscytowałam. Te same uczucia towarzyszyły mi zresztą na planie. Greta pokonuje monumentalną wręcz drogę, która jest mi bardzo bliska. Na pewno nie spodziewa się tego, co ją spotyka, ale gdy uświadamia sobie, że nowi pracodawcy chcą powierzyć jej opiece lalkę, dochodzi do wniosku, że skoro płacą, to dlaczego nie? Taka zabawa. Potem, oczywiście, sprawy się komplikują. Dookoła Grety zaczynają dziać się dziwne rzeczy. W niej samej narasta niepokój. Mam nadzieję, że widzowie będą się bać tak samo, jak ja, gdy po raz pierwszy czytałam scenariusz.

Lauren Cohan

Twórcy byli zachwyceni Cohan – jej otwartością i swobodą.

Lauren w naturalny sposób budzi sympatię – komentuje Richard Wright, wiceprezes do spraw produkcji w firmie Lakeshore Entertainment. – Widzowie jej kibicują, nie chcą, żeby stało się jej coś złego. Wcześniej od niej uświadamiają sobie niebezpieczeństwo czyhające na nią w tym upiornym domostwie, z dziwaczną lalką u boku. Zaczynają się o nią bać. O taką atmosferę nam chodziło.

Dzięki Żywym trupom Lauren Cohan zyskała popularność. The Boy pokaże widzom jednak jej inne oblicze – jej magnetyzm na dużym ekranie.

Lauren była najciężej pracującą osobą na planie – całkowicie się poświęciła i zaangażowała. Jednocześnie bardzo się o wszystkich i wszystko troszczyła. Była bardzo czuła – opowiada producent Gary Lucchesi, prezes Lakeshore Entertainment. – Praca z nią to świetna zabawa. Kamera ją kocha, a ona kocha grać. Czy moglibyśmy śnić o lepszym połączeniu?.

Lauren Cohan

Lauren idealnie pasuje do roli Grety – podkreśla reżyser William Brent Bell. – Gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, miałem wrażenie, że znamy się od zawsze. Widzowie też muszą ją natychmiast polubić – Greta pojawia się w końcu w każdej scenie. W trakcie zdjęć Lauren nigdy na nic się nie skarżyła, nawet w czasie najbardziej intensywnych scen. Była gotowa nawet na 20 dubli – jeżeli uważałem, że jest to potrzebne. Była niestrudzona.

Brent wiedział precyzyjnie, jak chce tę historię przedstawić – Cohan odwzajemnia pochwały. – W pełni zgadzaliśmy się w tym, jak sportretować relację Grety z lalką – Brahmsem. Te sceny mają bardzo osobisty charakter i przez to są niezwykle poruszające i emocjonalne. Dzięki nim lalka staje się w oczach widzów żywa. Bez tego efektu nie byłoby tego filmu – to przecież tytułowy bohater.

Skoro już jesteśmy przy lalce poświęćmy jej kilka akapitów. Brahms jest bez wątpienia najważniejszym elementem The Boy. W stworzeniu lalki Brahmsa pomógł filmowcom Todd Masters, jeden z najbardziej uznanych mistrzów charakteryzacji w Hollywood. Starannie przygotował teksturę skóry, włosy, kolor oczu, nawet wyraz twarzy – twórcy chcieli, żeby była to wyidealizowana nieco wersja żywego Brahmsa.

Musieliśmy znaleźć lalkę idealną – mówi Tom Rosenberg, prezes i dyrektor generalny studia Lakeshore Entertainment. – Musiała być jak żywa, odpowiedniej wielkości, przede wszystkim zaś… przerażająca, ale też magnetyzująca. Było to spore wyzwanie, ale dopięliśmy swego.

Twórcy wyobrażali sobie postać bardzo realistyczną, cherubinkową. W osiągnięcie tego celu włożyli tyle samo pracy, co w znalezienie pozostałych członków obsady. Główną inspiracją dla wyglądu lalki był Jett Klyne, dziecięcy aktor, który zagrał dziecko państwa Heelshire’ów – chłopiec pojawia się w filmie tylko na rodzinnych zdjęciach.

Jett uosabiał sobą wszystko to, czego szukaliśmy – stwierdza Bell. – To cudowny chłopiec, w którym jednak coś sprawia, że wierzymy, że w każdej chwili – choćby był najsłodszy i najukochańszy – może przemienić się w kogoś złego.

Brahms

Najważniejsze, zdaniem reżysera, to prowadzić historię jak najbliżej życia. To najlepsza metoda, by przestraszyć widza.

Trudno ten film zaszufladkować, co jest jedną z rzeczy, które bardzo mi się w nim podobały – przyznaje Richard Wright. – Przeczytałem ten scenariusz jednym tchem. Nie byłem w stanie oderwać się od niego, gdyż tak bardzo chciałem dowiedzieć się, co się dalej stanie. Podejrzewałem, że dzieje się coś dziwnego – ale co? To jest dopiero suspens!

Amerykańska niania, Greta (Lauren Cohan), otrzymuje wymarzoną pracę w angielskiej posiadłości. Na miejscu okazuje się, że syn państwa Heelshire – Brahms, który ma być jej podopiecznym, to lalka ludzkich rozmiarów. Początkowo Greta podchodzi do zlecenia z przymrużeniem oka, traktując Brahmsa jako przejaw dziwactwa zmanierowanych bogaczy. Jednak kiedy łamie zasady kodeksu opieki nad "synkiem", do którego przestrzegania zobowiązali ją pracodawcy, dochodzi do serii przerażających zdarzeń. Dziewczyna zaczyna podejrzewać, że lalka nawiedzona jest przez złowrogą, mroczną siłę.

W filmie poza Lauren Cohan grają również: Rupert Evans (Świat bez końca, Hellboy, The Man in the High Castle), Ben Robson (Wikingowie, Jim Norton (Woda dla słoni, Harry Potter i Komnata Tajemnic), Diana Hardcastle (Hotel Marigold). Do kin zapraszamy od 29 stycznia 2016 roku.

Źrodło: informacja prasowa


Arkadiusz Turek
Jako redaktor zajmuję się głównie kinem polskim i europejskim. Rodzime produkcje coraz częściej zasługują na promocję, choć nie mają takich "łokci" jak hollywoodzka maszyna. Rzucam więc do walki wszystkie swoje klawiatury i spróbuję to zmienić ;) Prywatnie jestem filmożercą, ale umiarkowanym kinomaniakiem (nie znoszę zapachu popcornu, gdyby nie on, zdecydowanie częściej chodziłbym do kina). W zamian buduję własne kino, gdzie zgromadziłem już ok. 5 tys. pozycji, w tym tysiąc polskich. Na fdb.pl od wiosny 2007 r.