RECENZJA: Na granicy

Mroczny klimat Bieszczadów, surowa zima i ponure zdjęcia zapowiadają mrożącą krew w żyłach historię. Opuszczona chatka, która niegdyś była więzieniem i trzeszcząca radiostacja budują klimat wyobcowania i podskórnego napięcia. To tutaj na prawdziwie męską wyprawę z synami wybiera się Mateusz (Andrzej Chyra). W rozliczeniu z przeszłością przeszkadza im wizyta tajemniczego mężczyzny.

Na granicy rozpoczyna się surowo i niczym w skandynawskim kinie chowa wszystkie emocje gdzieś po skórą. Wiatr wieje, śnieg skrzypi pod nogami, a atmosfera między mężczyznami staje się coraz bardziej napięta. Widać, jak ścierają się siły dorastających chłopaków, pełne wyrzutów spojrzenia i przemilczane zatargi. I choć całość zapowiada niezapomniane przeżycia, to czegoś brakuje w fabularnym debiucie Wojciecha Kasperskiego. Bohaterowie stają się nam emocjonalnie odlegli, nie zawsze potrafimy wytłumaczyć ich motywacje, a eskalacja przemocy nie przynosi upragnionej ulgi.

Wizyta nieznajomego, Konrada (Marcin Dorociński), przywodzi na myśl Funny Games Michaela Hanekego. Mężczyzna wkracza w hermetyczny świat rodziny z problemami i podbija nastrój wzajemnych oskarżeń, ostatecznie prowadząc do zacieśnienia więzów. Dorociński hipnotyzuje powściągliwą grą i pewną tajemnicą, która rozgrywa się między słowami. Konrad nie jest nieokiełznanym szaleńcem, ale cichym i metodycznym wichrzycielem. Destrukcyjną siłą napędzającą całą fabularną akcję. W nim tkwi największy potencjał, który przeradza tą opowieść w pełną napięcia.

Wojciech Kasperski porusza wszystkie struny niezbędne do zagrania thrillera, dzieli swoich bohaterów na dobrych i złych. Jednak brakuje mu przestrzeni na pogłębienie postaci, przez co stają się one jednowymiarowe i szybko przestają budzić emocjonalne zainteresowanie. Dramat rozgrywający się w chatce na odludziu jest przez to mechaniczny i momentami męczący. Na granicy ma dobre momenty potrafiące trzymać w napięciu podbijanym przez montaż, który sprawnie przeskakuje pomiędzy akcją w domku, gdzie są nastoletni synowie, a samotną wyprawą ojca w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące nieznajomego.

Na granicy ma w sobie ogromny potencjał. Kasperski dobrze odrobił lekcję z kina gatunkowego, ale zabrakło jakiegoś nieznacznego elementu, który sprawnie tchnąłby życie w tych męskich bohaterów. Błyszczy Marcin Dorociński, co tylko uwypukla przepaść jaka jest między nim a Bartoszem Bieleniem i Kubą Hendriksenem. Młodzi aktorzy nie są w stanie emocjonalnie rezonować z przerażającym przemytnikiem. Jest mrocznie i duszno, ale brakuje iskry, która wysadziłaby całość z ram poprawnego opowiadania.

Ocena: 6/10