RECENZJA: Zabójcza loteria

Deadpool dzięki arcygenialnej kampanii promocyjnej stał się jednym z najbardziej oczekiwanych filmów roku. Plakaty, banery, zwiastuny, klipy i masa innych materiałów tylko potęgowały zainteresowanie bohaterem, o którym zwykły Kowalski nie miał zielonego pojęcia. Do tego doszedł wspaniały pomysł, aby promować Deadpoola jako… romans. Z racji tego, że film swoją premierą ma w walentynkowy weekend, przyniesie to z pewnością wielkie korzyści finansowe.

Główną osią i motywem filmu jest chęć zemsty. Wade Wilson były komandos, obecnie rzezimieszek do wynajęcia poznaje w barze piękną kobietę. Pomiędzy dwójką rodzi się uczucie. Ich wspólne szczęście zostaje jednak szybko zburzone przez chorobę Wade’a. Bohater poddaje się nielegalnemu eksperymentowi, który niestety okazuje się być klapą. W jego skutek mężczyzna nabywa nieludzkie moce i zdolności. Zostaje także oszpecony, co nie do końca mu się podoba. Z tego powodu postanawia zemścić się na swoim oprawcy.

Największa siłą tego filmu jest pełen luz i główny bohater, który jest świadomy tego, że jest częścią komiksowej ekranizacji. Łamanie czwartej ściany jest jednak tak umiejętnie wplecione w fabułę i historię, że absolutnie nie przeszkadza to w jego odbiorze. Wręcz przeciwnie, Deadpool komunikujący się z widzem budzi jeszcze większą sympatię. Wydaje się, że to właśnie dla mnie, dla widza gotowy jest zaprezentować krwawe show i zrobi wszystko, aby mi zaimponować.

I wychodzi mu to bardzo dobrze! Oglądanie Deadpoola w akcji to wielka przyjemność. Choreografia walk, efekty specjalne i cała otoczka wizualna w połączeniu ze znakomitą muzyką Junkie XL tworzą rozrywkę na zabójczo wysokim poziomie. Całość okraszona jest wulgarnym i pozbawionym hamulców humorem. Deadpool sypie żartami na lewo i prawo, a jego komentarze to prawdziwy majstersztyk. Dostać może się każdemu – X-Menom na czele z Wolverine’em, Liamowi Neesonowi czy… samemu Ryanowi Reynoldsowi. Dialogi są lekko napisane, one po prostu płyną, a widz je pochłania przy okazji śmiejąc się do rozpuku.

Silną stroną tej produkcji jest również to, że łączy w sobie kilka gatunków. To nie tylko kino superhero z najbardziej odjechanym anty-bohaterem jakiego widziało kino rozrywkowe. To także – a jakżeby inaczej! – dobrze napisane love story. Ten film, który oczywiście żartobliwe był sprzedawany jako romans ma naprawdę historię miłosną, której nie powstydziłby się co drugi hollywoodzki melodramat. Do tego dochodzą jeszcze wspomniane w poprzednim akapicie wstawki humorystyczne oraz sceny rodem z kina grozy.

Oczywiście nie jest to film bez wad. Największy problem jaki doskwiera Deadpoolowi to strasznie nijaki czarny charakter. Tak naprawdę przez większość seansu nie czułem żadnego zagrożenia ze strony Ajaxa. Pasowałby mi on bardziej na jakiegoś oprycha, który służy potężnemu mutantowi.

Ekranizacje komiksów potrzebowały filmu takiego jak ten. Wulgarnego, bezkompromisowego, nie posiadającego żadnych hamulców. Deadpool to kino, które wie czym jest i czego oczekują od niego fani. Miejmy nadzieję, że będzie to początek kasowej serii, a widzowie w Stanach Zjednczonych i reszcie świata pokochają ten film, aby Deadpool mógł na stałe wejść do uniwersum X-Men. To kino, które powstało od fanów dla fanów. I za to im wielkie dzięki!

Ocena: 8/10


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)