BERLINALE 2016: Boris without Beatrice

Gdzieś na granicy komedii i dramatu burżuazyjny pan, który dorobił się milionów, zostaje wprowadzony w dziwny świat i błądzi po omacku jak w Truman Show. Jakaś nieznana siła nad nim czuwa i wie o każdym jego ruchu, jak i działaniach członków jego rodziny. I choć brzmi to złowrogo, celem permanentnej inwigilacji jest uświadomienie Borisowi(James Hyndman, jak bardzo zapędził się w dumnych działaniach skupiony na przynoszeniu korzyści tylko samemu sobie. Poczynania znajomych, jak i tajemniczego dr. Lewisa zaczynają przypominać misję przywrócenia mu ludzkiej twarzy.

Boris without Beatrice prowadzona jest w niespiesznym tempie z ogromną nutą tajemniczości, która doskonale funkcjonuje w połączeniu z oszczędnym dawkowaniem informacji o głównych bohaterach. Z zainteresowaniem obserwujemy beztroskie zachowanie Borisa i całkowite zamykanie się w depresji i katatonii przez jego żony Beatrice (Simone-Elise Girard). Kobieta z poważnym stanowiskiem zasiadająca w rządzie, nagle nie potrafi odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości i funkcjonować samodzielnie na podstawowym poziomie. W życiu Borysa pojawiają się nowe kobiety, a Beatrice z każdym dniem odpływa coraz dalej.

Denis Cote nie daje jasnych odpowiedzi, oszczędnie prezentuje rzeczywistość, jakby się bawił możliwościami interpretacji krótkich uśmiechów i ulotnych spojrzeń. Emocje rozgrywają się podskórnie, zachowane w niezachwianej wizji samca alfa, który rządzi, jest silny, ale nie ulega subtelnością uczuciowych relacji. Miłość do żony manifestuje zapewniając jej dobrą opiekę i dostatnie zycie. Choć w subtelnych wspomnieniach, które co chwilę pojawiają się na ekranie, Beatrice jest pełna zycia i uśmiechu, a ciepłe barwy nie pozwalają wątpić w siłę uczuć, jakie Boris do niej żywi. Jednak zagubienie w męskiej wizji samego siebie, nie pozwala mu na chwile słabości, a nam na poczucie jakichkolwiek ciepłych uczuc względem tego bohatera.

Boris without Beatrice przypomina tajemniczą terapię małżeńską, ktora momentami przybiera ramy thrillera. Niedopowiedzenia, oszczędna kamera, która nie spieszy się z ujawnianiem obrazów i zachowań, powoduje podskórne napięcie. Cote nie robi ze swojego filmu metaforycznej podróży, ale z lubością sięga po mitologiczne inspiracje i filmowe nawiązania, dzięki czemu może zbudować uniwersalną opowieść o pragnieniu bliskości w miłości.

Ocena: 6/10