BERLINALE 2016: Petr Vaclav o We are never alone

Po nagrodzonym Punkcie wyjścia, Petr Vaclav powraca do Berlina z nowym filmem We are never alone. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z twórcą.

We are never alone to kolejny film, który prezentuje Pan na festiwalu w Berlinie. Skąd czerpał Pan do niego inspiracje?

Nie znam pochodzenia swoich pomysłów. Gombrowicz powiedział, że jesteśmy osnuci tajemnicą i nie jesteśmy w stanie zrozumieć, skad coś pochodzi. A ja chciałem zrobić film z wieloma bohaterami, ktorych historie łączą się w jedno. Poza tym pragnąłem zrobić coś innego od mojego poprzedniego filmu. Wykorzystałem do tego inspiracje, rzeczy z mojego zycia, jak i z obserwacji innych.

W Pana filmie decyzja jednej osoby ma wpływ na życie innych. Widzimy efekt motyla. Myśli Pan, ze jesteśmy zależni od losu i innych, czy mamy pełną wolność w dokonywaniu wyborów i działań w naszym życiu?

Myśle, ze mamy możliwość wyboru i to nazywam wolnością. Wszyscy ludzie, których widzimy w filmie nie są wolni.

To znaczy, że nigdy nie jesteśmy sami?

Ci bohaterowie nie są samotni, choć żyją w nienawiści i miłości, ale cały czas wsród innych.
Chciałem powiedzieć, ze samotność jest ważna. Nawet jeśli ma się negatywne emocje odnośnie samotności. Zupełnie inaczej jest u mojego bohatera, chłopca, ktory jest w stanie uciec od tego kontekstu i zaakceptować samotność, a to pozwala mu być wolnym i wybrać przeznaczenie.

Jak stworzył Pan swoje postaci?

Takie rzeczy wychodzą z mojej obserwacji. Nawet w naszych rodzinach można spotkać dziwnych ludzi. Normalnie zawsze wydaje się, ze wszystko jest w porządku,ale jeśli się spytać, to można zdać sobie sprawę, ze w każdej rodzinie jest ktoś zwariowany czy z depresją. Ten rodzaj szaleństwa jest nam znany. Myśle, ze w filmie, szczególnie w czeskiej kinematografii, nie do końca to widać.

W Pana filmie następuje zmian kolorów. Opowieść z czarno-białej staje się kolorowa i z powrotem. Czemu służy ten zabieg?

Chciałem zrobić film maniakalno-depresyjny. Nawet w kolorach. Chciałem być jak fowiści, którzy mówili, ze kolor powinien odzwierciedlać emocje, a nie być reprezentacją rzeczywistości. Czarno-białe obrazy odwołują się do braku emocji. Kolor się zmienia w wyniku jakiegoś emocjonalnego szoku. To było dla mnie logiczne.

Jakie ma Pan wrażenia z festiwalu jak do tej pory?

To cudownie zaczynać w Berlinie. Na pokazach wielu ludzi się śmiało. Film jest dla kogoś śmieszny, dla kogoś trudny. Ważne, ze oddziałuje. Mamy tez dobre recenzje i wiem, ze wpływ tego festiwalu jest bardzo ważny dla naszej dystrybucji. A krajową premierę planujemy na 8 kwietnia.