Głupi i głupszy najbardziej – recenzja filmu „Grimsby”

Przestałam już się zastanawiać czy Sacha Baron Cohen to bardziej artysta, czy skandalista. Jemu też na żadnym z określeń specjalnie nie zależy. Twórcy Borata (sam się doskonale określa w napisach: ten od Borata!) chodzi przede wszystkim o rozbawienie publiczności. I zrobi dla wywołania śmiechu dużo… czasami mi się wydaje, że wszystko.

Grimsby to bardzo podstawowy scenariusz, grający na dwóch przeciwieństwach i komedii omyłek, w świadomie mało wyrafinowanej formie. Jeden z braci jest tajnym agentem, drugi natomiast mniej ukrywa się ze swoją tożsamością – jest generalnie głupkiem. To niewinny, bardzo szlachetny, kochający swoją wieloosobową rodzinę z angielskiego miasteczka, głupek. Spotkanie rodzeństwa po 28 latach rozłąki musi zaowocować totalnym kataklizmem i tak też się dzieje.

Sacha Baron Cohen nie zaprasza na swoją filmową wycieczkę, po niepoprawności wszelakiej, ludzi z wysublimowanych poczuciem humoru. Nie jest czarujący, subtelny, a przysłowiowy paluszek inteligencji pakuje w… sami się domyślacie. Jest bezpośredni, bezczelny, pisze nowy rozdział w przewodniku po żartach fekalno-waginalnych. Jednak w tej całej degrengoladzie świętości jest potężny uśmiech, ale wcale nie taki szyderczy, do pewnych grup społecznych.

Można zarzucić Cohenowi wiele, jednak obserwuje społeczeństwo doskonale. Szkoda, że do obserwacji ludzkiej głupoty stosuje tak mocno trywializującą swoją antropologię środki. Jego leniwy bohater, spędzający połowę życia w jednym z angielskich barów, goli głowę syna by wyciągać social, jako jedyny płyn wprowadzany do organizmu preferuje browar, a klapki uważa za obuwie doskonałe w każdym sezonie – rozrysował to twórca świetnie.

Grimsby to prawdziwa uczta smacznych niesmaków (największy lord ma czasami ochotę na fast food) i głośny kapiszon amerykańskiego poczucia humoru. Chwyci za serca (i czasami za żołądek) fanów Głupiego i głupszego oraz Ace Ventury, którzy wszystkie odcinki South Parku znają na pamięć. Ten film ma pełne kompetencje żeby stać się kiedyś kultową głupotą.