RECENZJA: Wstrząs

Will Smith idzie na wojnę z NFL

Futbol amerykański to mitologia heroicznej walki, bohaterstwa i współczesnych gladiatorów, ale przede wszystkim biznes, który opiera się na ogromnych pieniądza i rozbudowanej polityce. Każdy, kto ugodzi w dobrze naoliwioną machinę, spotka się z oporem nie tylko ze strony korporacji, ale i fanów, amerykańskich obywateli. Wstrząs staje się opowieścią o walce jednostki z systemem, o american dream i nauce, która ma czynić nasze życie lepszym.

Peter Landesman rozpoczyna swoją opowieść od Mike’a Webstera, najlepszego futbolisty, człowieka, który wspiął się na sam szczyt, ale równie szybko z niego spadł. Reżyser angażuje emocjonalnie widzów w jednostkową historię, aby dość szybko zrobić woltę na rzecz najważniejszego bohatera tej historii – doktora Benneta Omalu (Will Smith). Doktor medycyny sądowej z kilkoma dyplomami, nigeryjski emigrant i idealista zostaje przedstawiony jako człowiek wielkich zasad, moralności, a przede wszystkim pretendent do „amerykańskość”. I choć od kilkunastu lat mieszka i pracuje w Stanach Zjednoczonych, one wciąż jawią mu się jako kraina miodem i mlekiem płynąca, niedościgły wzór stworzony przez Boga.

Dużo w filmie Landesmana o religijności, moralności i powinności, które momentami wysuwają się na pierwszy plan, ale na szczęście nie są w stanie przyćmić głównego bohatera. To Omalu staje się charyzmatycznym przewodnikiem po świecie futbolu i jego negatywnych konsekwencjach dla zdrowia graczy. Udaje mu się w przystępny sposób pokazać proces dochodzenia do odkrycia przyczyny neurologicznych objawów u byłych zawodników.

Wstrząs rozprawia się nie tylko z NFL, która posiadając ogromne finansowe środki, przez lata ignorowała doniesienia o tragicznych skutkach wielokrotnych wstrząsów, uderzeń i zderzeń, ale mierzy się z problemem marzenia o Ameryce w wyidealizowane formie. USA daje Omalowi możliwość rozwoju, a ten usilnie chce się dopasować do społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Odnajduje sobie z goła amerykański wzór do naśladowania, urządza mieszkanie według panujących reguł („w każdym amerykańskim mieszkaniu jest telewizor” , doktor też go posiada, choć go nie ogłada) i kieruje się zasadami wolności, równości, wiary w Boga i naukę, a przede wszystkim walki o bycie lepszą wersją siebie.

Schemat starania się o amerykańskie obywatelstwo pojawia się w kinie ostatnio ze wzmożona częstością. W dobie problemów z uchodźcami, emigracja w poszukiwaniu lepszego życia jest wciąż żywa. Omalu stara się dopasować, ale w Nigerii nie czuje się jak w domu, a Ameryka wciąż nim nie jest. Podobne zmagania mogliśmy obserwować w Brooklyn Johna Crowley’a, zaprezentowanym w Berlinie Soy Nero Rafi Pitts, a przede wszystkim w nieco starszej Imigrantce Jamesa Graya. Choć ten temat we Wstrząsie nie wysuwa się na pierwszy plan, to dodaje fantastyczny kontekst, w którym „obcy” uderza w amerykańskie ideały.

Wielowątkowość ukazanej historii i subtelne skręcenie w stronę biograficznego opowiadania o bohaterze, sprawia, że rzeczowe przedstawienie korporacyjnej hegemonii w kontrze do walki o prawdę, momentami rozmywa się na rzecz życia uczuciowego Omalu. Patolog za radą przełożonego ma wykazać więcej zainteresowania ludziom żyjącym i niemal prosto z nieba spada do jego mieszkania Perma (Gugu Mbatha-Raw). Historia tych dwójki wypada najsłabiej w wyniku braku chemii i drętwych dialogów. Kobieta staje się sługą na rzecz fabuły, której rola polega na cichym wsparciu i wygłaszaniu przemów o powinnościach względem świata.

Filmowi twórcy Parkland można wybaczyć kilka niedociągnięć i dziur logicznych (jak doktor, który przeprowadza drogie badania naukowe z własnej kieszeni, jest w stanie sfinansować budowę ogromnego domu na przedmieściach?), ponieważ broni się Willem Smithem i kilkoma naprawdę ciekawymi ekspozycjami. Stonowany emocjonalnie, szokuje faktami z życia wziętymi i po raz kolejny udowadnia, że sporty kontaktowe niosą ze sobą poważne konsekwencje. Ameryka nie została odkryta, lecz poprawnie przedstawiona.

Ocena: 6,5