Recenzja: Zoolander 2

Świat mody to naznaczona ekscentryzmem i coraz większym snobizmem rzeczywistość (jeszcze?). Trochę oddzielna galaktyka, do której można wznosić modlitwy albo zrobić coming out jej głupoty za pomocą niezawodnego szyderstwa. Tylko, że precyzyjne kpiarstwo musi nieść znamiona intelektualnego wysiłku. Głupota wypunktowana głupotą, może być szalonym tripem, ale żadną ambicjonalną podróżą. No ale na takiej, Zoolanderowi 2 z pewnością nie zależy.

Duet Derek i Hansel znowu uderzyli. Jako panowie, którzy dla mody są już trochę old-fashioned, po tragicznych wydarzeniach, wycofują się z życia publicznego. Jeden zostaje krabem pustelnikiem (?!) drugi z blizną na twarzy zaszywa się ze swoją orgią na pustyni, oddając się rozmyślaniom w niecodziennych pozycjach. Każdy z nich dostaje nagle zaproszenie na ważny pokaz mody. Derek się zgodzi, bo jest przekonany że pomoże mu to w uratowaniu syna. Hansel w tej propozycji upatrzy ucieczkę od odpowiedzialności za rodzinę.

Nasi bohaterowie jako modele poprzedniej epoki czują się, jak gdyby byli zamrożeni na stulecia. Ludzie siedzą na książce (fejsbuk), można być posiadaczem obu płci (bohater/ka nazywa się wymownie – Wszystko), a przed śmiercią najważniejszym jest wstawić swoje zdjęcie na instagrama, w odpowiednim filtrze oczywiście.

Ciężko mi szyć poważne konstrukcje fabularne, które ewidentnie są tylko pretekstem do półtoragodzinnego, chaotycznego pochodu dowcipów wszelakich. Lepszych, gorszych, uszczypliwych lub bardziej abstrakcyjnych, na szczęście rzadko fekalno-waginalnych. Nie są to gagi wpisane w historię. Tutaj historia została wpisana w gagi. Panowie chcą pobrykać i pośmiać się, a że robią to jednak w formacie filmu trochę ich zobowiązuje. Ten film udowadnia rozpustę i odległość Hollywodu od zwykłych śmiertelników. Wśród wątpliwego swoją jakością filmową produktu, można zgromadzić naprawdę ogromne nazwiska.

W tej wielowątkowości, która dosyć topornie zmierza do szczęśliwego czasu rozwiązania, jest jednak urok. Warto czekać na moment kulminacji/kumulacji nie dla sprytnego suspensu, bo go nie upatrzymy, ale dla zawrotnego tempa i humoru rozgrzanego do czerwoności. To jest też moment udanego autotematyzmu – bohaterowie jak gdyby sami przyznają się do kretyńskiego scenariusza, symbolicznie burzą czwartą ścianą, zadając pytanie czy ktoś z nas w ten absurd uwierzył.

Zoolander 2 to film niedotknięty większą myślą, ale obecnością wielu cudownych cameo, których warto wypatrywać uważniej niż jakiejkolwiek logiki w tym filmie. To rozluźniająca podróż za niejeden uśmiech, głupawy, ale jednak.

Ocena: 5/10