RECENZJA: (Nie)obecność

Polskie kino bardzo często zaniedbuje ważne dla siebie postaci, mimo że one X muzie nie pozwalają się zapuścić. Jednym z takich wielkich, równie wielce niedocenionych jest Piotr Łazarkiewicz. Nieobecność, która paradoksalnie o obecności snuje refleksje.

To audiowizualny album rodzinno-artystyczny jednego z najważniejszych twórców filmowych, autora takich ważnych pozycji, jak Fala czy Odjazd, wielu spektakli dla teatru telewizji czy programów telewizyjnych. Człowiek żywioł, jak go nazywali najbliżsi. Zwyczajny facet nadzwyczaj zakochany w kinie (debiut filmowy o wymownym tytule: Kocham kino) po 8 latach od swojej śmierci dostaje coś więcej, niż biogram na dużym ekranie. To przede wszystkim osobiste spotkanie bliższych i dalszych, wszystkich którzy mieli wpływ na życie Piotra Łazarkiewicza. To też wszyscy, na których życie miał wpływ on sam.

To nie potrzeba korekty jego postaci w społecznej świadomości, czy pośmiertne hołdowanie, jest imperatywem powstania tego filmu. Nieobecność powstała z obecności tęsknoty. Tęsknoty wielu za wielkim. Wielkim – nie tylko artystą – ale przyjacielem, bratem, mężem, mistrzem. To nie jest pomnik żywej pamięci, marsz żałobny, a ostatnia wspólna podróż filmowa, nienadużywająca metafizyki. To symboliczne pożegnanie się z niewątpliwie ważną postacią kina, odbywa się w sposób najwłaściwszy – filmem.

Magdalena Łazarkiewicz w bardzo zdyscyplinowany sposób podeszła do gatunku dokumentalnego. Na płaszczyźnie konstrukcji nie upatrzymy wielkich parafraz. Impresja autorki opiera się na słuchaniu. Zbiera luźne fragmenty, bez potrzeby tworzenia jakiejkolwiek tezy i zwartego portretu pamięciowego. To kolaż luźnych i szczerych wspomnień animowanych. Przede wszystkich – nie ma gadających głów, tylko pulsujące organizmy. Są głosy bliskich z offu (znamienite postaci kina – Holland, Seweryn, Komasa), ale też wypowiedzi samego Piotra Łazarkiewicza podczas wykładów ASP na przystanku Woodstock. Widać też zaangażowanie artysty nie tylko w kino, ale w trudną dla wolnych głów sytuację społeczno-polityczną i współpracę z wieloma muzykami kontrrewolucji (zobaczymy na przykład przemowy i występy Pawła Kukiza, ale jeszcze nie na politycznych salonach). Te ogromne czarne skrzynki sentymentalizmu potwierdzają słowa jakie padają w stronę artysty – o jego miłości do kina – odwzajemnionej.

To film zrodzony z potrzeby serca, a nie reżyserskich aspiracji. Nieobecność jest tak naprawdę o obecności i o sile kina – bo te daje nieśmiertelność.

Ocena: 7/10