RECENZJA: Niewinne

Na bieli śniegu odznacza się czerń zakonnego habitu. Jedna z sióstr wymknęła się z zamkniętego klasztoru w poszukiwaniu lekarskiej pomocy. Pierwsze nieposłuszeństwo i przekroczenie granicy reguł panujący za zakonnymi murami. Anne Fontaine sięgnęła po historię, w której nie ma prostych kategoryzacji, a rzeczywistość pełna jest odcieni szarości. Reżyserka porusza się po grząskim gruncie wiary, nadziei i powinności. Nie skupia się na historycznym rozliczeniu z przeszłością, ale portretuje zgromadzenie pełne indywidualności i emocjonalnych wątpliwości.

Niewinne pokazują, że największe tragedie rozgrywają się w ciszy, bez spazmów i krzykliwego epatowania bólem. Zgwałcone zakonnice, które spodziewają się dziecka mogą stać się hańbą i doprowadzić do zamknięcia klasztoru i wpędzenia ze społeczności. Te kobiety powierzyły Bogu swoje życie i ciało, złamanie tych przyrzeczeń musi wiązać się z karą. Fontaine pokazuje małe prywatne dramaty, wyłuskując, z pozornie zunifikowanej społeczności, indywidualności i fantastyczne osobowości. Każda z sióstr inaczej traktuje swoją wiarę i różnie radzi sobie z niespodziewanym macierzyństwem: nie przyjmuje go do wiadomości, wypiera się go albo traktuje jako dar, nowe powołanie do wypełnienia.

W ten hermetyczny świat wchodzi Mathilde (Lou de Laâge). Młoda francuska lekarka Czerwonego Krzyża staje się emocjonalnym przewodnikiem, który stara się zrozumieć wybory zakonnic. Zostaje wrzucona w podobne sytuacje, dzięki czemu na własnej skórze może doświadczyć bycia ofiarą. I choć Mathilde jest niezbędnym elementem akcji, a sam pomysł na film wziął się z pamiętników prawdziwego świadka tamtych wydarzeń, to brakuje psychologicznego pogłębienia. Jakiegoś elementu, który wyciągnąłby tą młodą dziewczynę z papierowej roli pomocnicy i obserwatorki. Zyskuje co prawda komunistyczne poglądy, romans z lekarzem pochodzenia żydowskiego, który z całego serca nienawidzi Polaków, ale to i tak nie pozwala jej w pełni zaistnieć na tle polskich aktorek.

Matka Przełożona (Agata Kulesza) staje się wyrazistym liderem. Kulesza przypomina tutaj Meryl Streep z Wątpliwości, która w surowy i nie znoszący sprzeciwu sposób wypełnia swój powołanie. Wielowarstwowa postać nie budzi sympatii, nie prowadzi do akceptacji podejmowanych czynów, ale Kulesza sprawia, że jesteśmy w stanie przynajmniej zrozumieć jej motywacje. Żarliwa wiara kieruje jej zachowaniem, choć trudno uznać je za słuszne czy właściwe. Na przeciwległym biegunie znajduje się siostra Maria (Agata Buzek), będąc bardziej otwartą na zmiany i wiedzę niesioną przez kobietę z zewnątrz.

Reżyserka Coco Chanel pokazuje zagubienie kobiet, które żyją we wspólnocie, a mimo wszystko samotnie zmagają się ze swoimi wątpliwościami. Niewinne mogły stać się filmem obrazoburczym i pełnym przemocy. Jednak przedstawienie tak sprzecznych ze sobą obrazów, jak rodzące zakonnice ubrane w habit, pełne jest subtelność i piękna, a opowiadana historia staje się świadectwem ogromnej wiary w Boga. Trudno przejść obojętnie wobec siostry, która przyjmuje dar macierzyństwa i upatruje w nim boski plan na inne wypełnianie powołania.

Ten film zachwyca wizualnie w dopracowanych kadrach Caroline Champetier, która w subtelny sposób przedstawia kobiece twarze, na których malują się głęboko skrywane emocje. Niewinne w pełni skupiają się na bohaterkach, unikają nachalnej historycznej łopatologii, dzięki czemu stają się uczciwym obrazem o religijności i kobiecości. Anne Fontaine pokazuje, że w kinie mniej, może znaczyć więcej.

Ocena: 7/10