RECENZJA: El Clan

Arquimedes Puccio (Guillermo Francella) zrobi wszystko dla swojej rodziny. Złamie prawo, przekroczy granice i nawet zabije człowieka. Patriarchalna dominacja wprowadza nas w historię pełną zależności, balansowania na granicy ryzyka, ale przede wszystkim mafijną opowieść o zatarciu granic między dobrem a złem. Pablo Trapero wchodzi w świat przemocy, który niewiele różni się od rzeczywistości obserwowanej przez Martina Scorsese.

Argentyna pogrążona w chaosie podczas rządów junty dawała sposobność do kryminalnej działalności. Znajomości w rządzie czy policji i łapówkarstwo doręczało przyzwolenia na przekraczanie granicy prawa. Puccio konstruuje sprawnie działającą machinę, która trudni się porywaniem ludzi i wymuszaniem okupu. W zaciszu rodzinnego domu urządza prawdziwą katownię, przetrzymując tygodniami, a nawet miesiącami, swoje ofiary.

El Clan to opowieść oparta na faktach, ale Trapero udało się uniknąć schematycznego odhaczania poszczególnych elementów historii. Buduje swoją film na fantastycznych charakterach i umiejętności kontrastu. Dualizm postaw, uczuć i emocji odgrywa tutaj dużą rolę. Możemy się zastanawiać, jak to jest możliwe, że nikt z domowników nie interweniował, kiedy przy rodzinnym obiedzie z piwnicy dobiegały przerażające krzyki rozpaczy. Możemy rozprawiać o egoizmie i biernym udziale w przestępstwie, ale na pierwszy plan wysuwa się burzliwa relacja ojca i syna. Francella stworzył postać, która wygląda niczym poczciwy dziadek, ale wystarczy sekunda, by w jego oczach zagościło gniewne i surowe spojrzenie. Jego Arquimedes twardą ręką prowadzi interes i stara się wychowywać swoje dzieci w wojskowym duchu.

W opozycji do kategorycznego świata walki i siły pojawia się Alejendro (Peter Lanzani). Burzliwe loki, romantyczne spojrzenie i wiara w ideały wywindowały go na idola argentyńskiej młodzieży. Chłopak robi karierę sportowca, a po godzinach pomaga ojcu wyszukiwać bogate ofiary. Jednak dojrzewając i zagłębiając się w przestępczy świat, zaczyna odczuwać coraz więcej wątpliwości. El Clan opiera się na psychologicznym konflikcie tych dwóch postaci.

Reżyser Lwicy podkreśla różnice między bohaterami nie tylko w scenariuszu, ale również w warstwie wizualnej. Wplata pozornie niepasującą muzykę, wystylizowane fryzury i stroje, które przywodzą na myśl tchnienie Ameryki i odrobinę Dzikiego Zachodu. Skrupulatnie buduje napięcie i oczekiwanie na nieuniknione rozpracowanie działań klanu, prowadząc do fenomenalnego finału.

El Clan to kino rozliczeniowe, które pokazuje brudne karty argentyńskiej historii. W pewnym stopniu staje się świadectwem tamtych czasów, zachowań i ludzkich postaw, ale w głównej mierze piętnuje ducha minionej epoki. Trapero nie bawi się w efekciarstwo, ale z pietyzmem ukazuje zdominowanie przez samca alfa, które doprowadziło do ślepego posłuszeństwa i rodzinnych tragedii.

Ocena: 7/10