RECENZJA: Niesamowita Marguerite

Komediodramat w pięciu aktach, który zachwyca wyważonych humorem, barwnymi postaciami i wielowarstwową problematyką. Niesamowita Marguerite staje się fantastyczną opowieścią o życiodajnym marzeniu, kłamstwie, złudnym pragmatyzmie i rozpadającym się małżeństwie, w którym wbrew pozorom znajdzie się miejsce na czułość i troskę.

Lata 20. XX wieku. Francja odbudowuje się po wojnie, baronowe I baronowie organizują bale charytatywne, wykazując się wielkodusznością i otwartym sercem. W świecie pełnym konwenansów i cichego pragmatyzmu znajduje się Marguerite Dumont (Catherine Frot). Bogata pani, z ogromnym majątkiem i mężem z wielkimi aspiracjami, żyje otoczona tłumem ludzi, lecz kompletnie samotna. Wyobcowana w swym marzeniu, pasji i dziecięcej naiwności staje się wybrykiem, dziwolągiem do milczącego oglądania. A trudno jest w ciszy cierpieć fałszywe dźwięki, które wydobywa z siebie baronowa z lubością próbująca zaśpiewać największe arie Mozarta, Pucciniego czy Handla. Marguerite od dziecka kocha muzykę i operę, sama pragnie być częścią tego świata, lecz nie dostrzega, że brak jej zdolności i głosu, którym mogłaby zawojować serca publiczności.

Xavier Giannoli przychylnym okiem spogląda na swoją bohaterkę, dzięki czemu doskonale odnajduje odpowiednie dźwięki jej osobowości. Granica przerysowania i szaleństwa mogła zostać z łatwością przekroczona, ale, za sprawą fenomenalnej Catherine Frot, Dumont zachwyca determinacją i elegancką szlachetnością. Choć jej dom wypełniają teatralne rekwizyty, a w ogrodzie przechadzają się pawie, nie staje się ekscentryczną dziwaczką, której zachowanie prosi się o litość. Tym bardziej dotyka i boli fakt, że rzeczywistość, w której żyje baronowa jest wykreowaną, przez nią i jej otoczenie, piękną iluzją.

Niesamowita Marguerite to nie tylko opowieść o wędrówce z salonu na wielką operową scenę, ale przejmująca historia związku dwojga ludzi. Georges (Andre Marcon) od dawna nie interesuje się żoną, jak tylko może to wymyka się do kochanki, a szczególnie dba o unikanie recitali Marguerite. Dla niego pani Dumont przestala być kobietą, a sam z zażenowaniem obserwuje jej operowe poczynania. Nie dostrzega faktu, że ona robi to wszystko, aby ponownie przyciągnąć jego uwagę i zawalczyć o wypalone uczucie.

Reżyser Superstar również drugi plan zapełnia barwnymi postaciami, które nie są tylko wypełniaczami popychającymi akcję do przodu. Obserwujemy dwóch młodych artystów z przekąsem podchodzących do tradycji i sztuki przodków. To właśnie Lucien (Sylvain Dieuaide) , pisząc ironiczną recenzję o Maugerite, staje się orędownikiem jej marzeń. W pakiecie przynosi ze sobą kobietą z brodą i przegranego śpiewaka operowego. Gromada dziwaków staje się drugą rodziną śpiewaczki, która zyskuje akceptację i wsparcie. Równie mocno odznacza się czarnoskóry lokaj Madelbos (Denis Mpunga), który z lubością cenzuruje recenzje w prasie, fotografuje swoją pracodawczynię i przesyła jej kosze kwiatów, przez co staje się cichym i niezastąpionym opiekunem.

Film Giannoli pełen jest ciepłego humoru i refleksji o istocie marzenia, które dodaje werwy do działania. Dumont uskrzydlona wychodzi na scenę i choć zetknięcie z szarą rzeczywistością musi być bolesne, to trud walki o realizację pragnień jest najwyższą wartością. Niesamowita Marguerite ma w sobie lekkość, ciepło i zachwycającą Frot, dzięki czemu unika banalności i taniego epatowania litościwymi spojrzeniami.

Ocena: 7/10