RECENZJA: Powrót

Relacje bohaterów są składnikiem fabuły. Na szczęście pojawiają się jeszcze twórcy, którzy wiedzą że to wszystko co wytwarzane pomiędzy ludźmi jest najatrakcyjniejsze i można sobie oszczędzić zatrudniana kaskaderów. Dyktatura emocji nie ogranicza metrażu interpretacji – wręcz przeciwnie. Bohater tworzy historię, nie odwrotnie. The Daughter przypomina o pięknie humanizmu w kinie.

Simon Stone zaprasza nas do miejsca, gdzie nic nie może się wydarzyć – nikt szukający jakiejkolwiek zmiennej, nie skierowałby tutaj kamery. Christian wraca na wieś do ojca, który ma poślubić swoją gosposię, młodszą o trzydzieści lat. Prócz tej lokalnej kontrowersji, jest sielsko. Mężczyzna spotyka przyjaciela po latach. Christiani widzi u Oliviera rodzinę, jakiej nigdy sam nie miał. Nikt tutaj nie szczerzy zębów, jak w reklamach, a na śniadanie nikt nie wstaje z pełnym makijażem. Kochają się i są ze sobą blisko przez całą dobę – on, ona i ich piekielnie inteligentna córka Headviga. Żadnych prozaców, żadnych spektakularnych odwyków. Christian natomiast wracając do domu, nie zapłacze w toalecie z powodu wspomnień zabawy w Indian, a przypomni sobie że to tutaj jego matka popełniła samobójstwo.

Tę całą kempingowo atmosferę zwielokrotniają ujęcia drzew, kolejne zaadoptowane przez rodzinkę zwierzątka, ciepłe wymiany zdań i podporządkowana układowi krwionośnemu bohaterów praca kamery. Staje naprawdę blisko, przyspiesza oddech razem z nimi.

The Daughter to ultra-realistyczna, powiastka filozoficzna, bez zdrobnień mówiąca o raju utraconym. Zastaje świat, nie kreuje. Twórca trzyma nas za w uścisku od początku i nie puszcza – wyznaje gatunek minimalistycznego horroru społecznego. Środkami tak oszczędnymi, nie oszczędza naszych emocji.

Stone uważa za bełkot lecznicze walory spotkań z rodziną i bzdurą określa sentymentalizm. Kpi swoją historią, nie mając jednocześnie w swojej narracji choćby grama szyderstwa, z chowania brudów pod dywan i teorii, że są błędy przedawnione. W The Daughter jest ogień relacji, to nie między słowami dzieje się najwięcej, a w nich. To one są tutaj nośnikiem wszelkich tragedii, które działają jak puszka Pandory, przyjmują monstrualne kształty i niosą ze sobą konsekwencje. O przemocy słownej i nieodwracalnym mówi reżyser również w warstwie obrazowej, często serwując rozmowy z offu bez synchronizacji z tym co widzialne. Dlatego też bezpretensjonalność dialogów jest imponująca, wpisuje się w wymazanie jakiegokolwiek cudzysłowu. Jak gdyby nikt tutaj nic nie reżyserował, a sprawy wymknęły się spod kontroli.

W filmie powstaje też prężna refleksja o prawdziwe i jej nieatrakcyjności. Nasz gość z zewnątrz wprowadzi niepokój i stanie się bohaterem negatywnym, ale czy na pewno powinien być określany tym intruzem? Christian kontestuje świat rodziny swojego przyjaciela, gdyż powstał na kłamstwie. Jednak nikt nie zostanie, tak znienawidzony i nie wywoła wilka z lasu (metaforyka i symbolika obrazu jest imponująca) jak właśnie Olivier. Czy napędza go szlachetne dążenie do prawdy, czy po prostu jest nosicielem nieszczęścia – zaraża i mści się za własne pogubienie. Ludzie z deficytem miłości są bardzo niebezpieczni. Ci niedokochani krzywdzą.

Stone odrobił lekcje z behawioryzmu i pochyla się troskliwie nad problemem terapii schematów. Każdy ze słabością do zionących intelektem i wyczerpujących portretów psychologicznych, tutaj poczuje się jak na niebezpiecznej, ale satysfakcjonującej karuzeli – nie symulatorze zabaw. Stone buduje te zaangażowanie przez nieustanne dążenie do bliskości. Tworzy naszą intymną relację z niemalże każdym bohaterem, prócz ojca Oliviera – to też znamienne dla fabuły- miniaturowymi ingerencjami i cierpliwością. Poznajemy ich lęki, przyłapujemy, mężczyźni głośną płaczą, a kobiety nie dopilnowują godzin posiłków. To wszystko działa – ich tragedia staje się też tragedią widza.

Niektóre powroty są jak nawroty choroby? Czy konfrontacja z prawdą przynosi ostateczne uzdrowienie, czy rozbija coś nie do sklejenia? Prawda ma cierpki smak. Rana po raju utraconym długo się goi, a na jej miejscu wcale nie musi się pojawić nowa, żywa tkanka.

Ocena: 9/10