RECENZJA: Triple 9 - Psy mafii

Brudni policjanci zanurzeni w mafijny świat już dawno przekroczyli granicę między dobrem a złem. Nie oszukują się, że są prawi i sprawiedliwi, i działają w imieniu większego dobra. Brzmi znajomo? John Hillcoat nie sili się na oryginalność i dodawanie unikatowych przymiotów obrazowi, który ma za zadanie trzymać w napięciu, elektryzować rozwiązaniami i przerażać brutalnością. Triple 9 spełnia zadanie thrillera, powoli odkrywając motywacje i powiązania bohaterów.

Michael (Chiwetel Ejiofor), Marcus (Anthony Mackie), Gabe (Aaron Paul) i Rodriguez (Clifton Collins Jr.) stanowią zespół, który zawiązał się, aby wykonać zlecenia Irene Vlaslov (Kate Winslet). Włamują się do banku, a następnie do Biura Bezpieczeństwa Narodowego, aby wykraść dokumenty, które pozwolą na wyciągnięcie jej męża z rosyjskiego więzienia. Balansowanie na granicy ryzyka nieco minimalizuje rozeznanie w policyjnych procedurach, ale współpracownicy i tak przekonują się, że nie istnieje coś takiego jak plan doskonały i w ostatniej chwili pojawia się potrzeba improwizacji.

Tytułowe Triple 9 to kod używany podczas zabójstwa policjanta. Wszystkie jednostki ruszają w pościg za sprawcą, a inne wydarzenia i przestępstwa w mieście schodzą na drugi plan. Utrata jednego ze swoich uruchamia machinę złości i nienawiści, a w Atlancie – mieście gangsterów i mafii – nietrudno o przekroczenie granicy. Hillcoat nie szczędzi obrazów meksykańskich dzielnic wypełnionych wytatuowanymi i umięśnionymi wyrostkami z bronią za pasem, nie unika schematycznego przedstawienia mafijnych zależności, ale nie razi nachalnością i ewidentną wtórnością.

Film momentami przywodzi na myśl Wściekłe psy Quentina Tarantino, ale interakcje pomiędzy współpracownikami nie są najważniejszym elementem. W filmie punktuje fakt, że postaci zyskują pełnowymiarową charakterystykę i przestrzeń na pogłębienie. Ejiofor po średnio udanym Sekret w ich oczach zyskuje materiał godny uwagi. Jego bohater, Michael, spaja poszczególne elementy opowieści w całość, staje się inicjatorem przestępczej działalności, która wynika z mrocznej przeszłości, powiązań z rosyjską mafią i rodzicielskiej miłości do syna. W dużej mierze film opiera się również na nierównej relacji pomiędzy nim a Irene. Oboje walczą o tych, których kochają i nie zawahają się ani przez moment, aby osiągnąć cel.

Reżyser Gangstera mnoży powiązania i stopniowo wypełnia luki informacyjne, malując pełen obraz kryminalnego świata Atlanty. Wprowadza antagonistycznych bohaterów (niekoniecznie o krystalicznej moralności), którzy prowadzą śledztwo w sprawie napadu na bank. Idealistyczny policjant Chris (Casey Affleck) i jego zmęczony przez życie wujek Jeffrey (Woody Harrelson) wpadają w sieć zależności i rozpoczynają walkę z czasem.

Choć umoczeni policjanci nie wzbudzają sympatii, mimowolnie zaczynamy trzymać kciuki za powodzenie ich akcji. Hillcoat umiejętnie prowadzi akcję, sprawia, że zaciskamy dłonie z nerwów, a kamera z ograniczonym polem widzenia tylko potęguje uczucie niepewności i oczekiwania. Nicolas Karakatsanis stworzył zdjęcia, które są brudne i ciemne, często rozchwiane, przywodzące na myśli te z Sicario Denisa Villeneuve.

Triple 9 ma wszystko, czego potrzebuje. Rozbudowaną akcję, którą należy śledzi z uwagą, charyzmatycznych policjantów, intrygującą Kate Winslet z rosyjskim akcentem i dramat rodem z tragedii antycznej. John Hillcoat reżyseruje z zacięciem. Brudnym realizmem przenosi nas na pełne krwi i strzelanin ulice Atlanty, sprawiając, że adrenalina buzuje we krwi jeszcze długo po seansie.

Ocena: 8/10