RECENZJA: Cuda z nieba

Rodzinna sielanka teksańskiej małej stabilizacji. Szczęśliwa żona, mąż z aspiracjami i trzy pełne życia córki. Do tego miła rutyna spotkań ze znajomymi i niedzieli w kościele, w której kazania wygłasza przesympatyczny pastor, a do modlitwy przygrywa rockowy zespół. Istna idylla, którą przerywa choroba Annabele (Kylie Rogers). Bieganie od lekarza do lekarza, ogromny ból i brak rozwiązań. Patricia Riggen sięga po historię z życia wziętą. Na szczęście daleko jej do naszych rodzimych telewizyjnych produkcji w opowiadaniu o rzeczach niewiarygodnych. Cuda z nieba nie są filmem idealnym, ale posiadają ogromną siłę emocjonalnego oddziaływania niebędącego przy tej okazji okrutnym szantażem.

Społeczeństwo silnie zakorzenione w religijnej kulturze pokłada całą swoją wiarę w zamysł Boga. Wszelkie dobre i złe wydarzenia tłumaczy jego wolą. Tylko jak znaleźć uzasadnienie dla ogromnego cierpienia dziesięcioletniej dziewczynki? Choć rodzina odkrywa ważną rolę w życiu bohaterów, to Riggen z uwagą kieruje oko kamery w stronę matki, Christy (Jennifer Garner), która nieustannie toczy walkę o zdrowie swojej córki. Pojawiają się pytania o wiarę, wątpliwości, wytrwałość w działaniu i w końcu o naturę cudów. A to wszystko mocno zanurzone w poszukiwaniu Boga.

Ten film to aktorski popis Jennifer Garner. Z dużym ciepłem oddaje charakter postaci, która nie jest nachalną dewotką, matką kwoką, ale wyważonym człowiekiem, który stawia czoła przeciwnościom. Nie lubi stać biernie z boku, tylko działa. Jej energia przenosi się na cały film, który pomimo kilku drobnych przestoi, galopuje do przodu. Znajdziemy tu kilka ładnych scen (w akwarium), ale też pokrętną metaforykę. Anna przed upadkiem z dużej wysokości, którego konsekwencją jest kilka zadrapań i całkowite wyleczenie, widzi motyla. Riggen trzyma się tego symbolu, ubierając Christy w sukienkę w motyle, co wywołuje rozczulający uśmiech.

Ciekawym zabiegiem jest pokazanie na końcu prawdziwej rodziny Beamów. Cuda z nieba w ostatniej sekwencji popadają w magiczny i podniosły ton, sprawiając, że opowieści uzdrowionej dziewczynki o tym, że rozmawiała z Bogiem, stają się czymś nieprawdopodobnym. To bardzo filmowa historia, stąd dobrze wypada jej uwiarygodnienie wypowiedzią prawdziwej Anny.

Cuda z nieba są filmem, który rozdziera serce, dokopuje się do najgłębiej skrywanych pokładów empatii, ale robi to w dość subtelny sposób. Staje się świadectwem ulotności wiary, rodzinnych wartości i siły w walce o własne dzieci.

Ocena: 5/10