WYWIAD: Nie wyobrażam sobie życia bez kina - Agnieszka Więdłocha

Agnieszka Więdłocha z impetem rozpoczęła ten rok. Planeta Singli od lutego jest pokazywana w kinach i cieszy się niegasnącą popularnością, a za chwilę będziemy mogli ją oglądać w Gejszy w reżyserii Radosława Markiewicza. Aktorka opowiedziała nam o swojej roli oraz fascynacjach filmowych.

Spotykamy się przy okazji nadchodzącej premiery filmu Gejsza. Co zainteresowało Cię w tym projekcie?

Bardzo spodobał mi się scenariusz. Był inny od tych, które czytałam do tej pory. Kameralny film ze świetnie nakreślonymi postaciami tak, że w nie uwierzyłam. Zainteresowało mnie środowisko, z którego pochodził Kolos, główny bohater, wokół jakich ludzi się obraca. Zrozumiałam fascynację mojej bohaterki, Majki, właśnie przez to, że są ze skrajnych rzeczywistości. Takie przyciąganie postaci bardzo mnie zainspirowało do pracy. Producent zaproponował mi rolę i bardzo polubiłam Majkę.

Grasz grzeczną dziewczynę, która opiekuje się niepełnosprawnym bratem głównego bohatera. Czy nie czujesz się w pewien sposób zaszufladkowana w takich czystych postaciach?

Absolutnie nie. Tym bardziej, że moja postać wcale nie jest grzeczna. Stawia na swoim mimo niezadowolenia za strony rodziców. Wybiera drogę pomagania innym, choć ciągnie ją do tego mrocznego świata, w którym znajduje się Kolos.

Oglądasz siebie na ekranie czy wolisz tego unikać?

Ciężko mi się siebie ogląda na ekranie. Z Planetą singli dopiero przy siódmym oglądaniu byłam w stanie odciąć się od tego, że to jestem ja i nie patrzeć na siebie krytycznie.

Jesteś w takim razie perfekcjonistką?

Tak. Tylko czy w zawodzie artystycznym coś takiego istnieje? Zawsze można zrobić coś lepiej. Nie mamy też wpływu, który dubel zostanie wybrany. W teatrze rzeczywiście wychodząc wieczorem na scenę, mogę zagrać coś inaczej i ciągle doskonalić moją postać. Dlatego granie w teatrze jest tak fascynujące i ciekawe.

Czy przygotowania do spektaklu kosztują cię więcej stresu i energii niż praca przy filmie?

Z jednej strony wolę spontanicznie podchodzić do roli, jeśli jestem na planie. Natomiast w teatrze przez ten długi proces, upewniam się w intencjach mojej postaci, w zadaniach, które ma do wykonania, w jej charakterze. Dzięki temu, że to jest długi proces, mam szansę na próbowanie i popełnianie błędów. To sprawia, że czuję się osadzona w postaci. Zyskuję pewność, co daje mi radość i satysfakcję, a na scenie mogę ciągle coś ulepszać, zagrać inaczej.

Co do tej pory było dla ciebie najtrudniejsze?

Chyba rola, którą zagrałam w Komediancie Bernharda (reż.Agnieszka Olsten). Jest to rola właściwie niema. Wyzwaniem było stworzenie postaci bez słów przy tak silnej osobowości, którą jest Bruscon grany przez Agnieszkę Kwietniewską. Majka w Gejszy też była ciekawa, bo próbowałam się „dobrać” do jej motywacji. Dowiedzieć się, dlaczego ta dziewczyna zdecydowała się pracować w fundacji i pomagać niepełnosprawnym z porażeniem mózgowym. Wiem, że to bardzo ciężka fizycznie praca, ponieważ pomagam w takim ośrodku w Łodzi, „Kolorowy Świat” Fundacja Pomocy Dzieciom z mózgowym porażeniem dziecięcym.

Te role wymagają pewnego emocjonalnego obnażenia. Czy to jest trudniejsze niż nagość?

Obnażenie emocjonalne jest ciekawe. Jest jak psychoanaliza, znalezienie kolejnego dna i dokopanie się do nieprzyjemnych rzeczy. Na pewno jest trudne, ale równocześnie fascynujące. A nagość i obnażanie się są dla mnie bardzo trudne. Niedawno widziałam film Love 3D Gaspara Noe. To piękny obraz, który bardzo mnie porusza. Cieszyłam się, że ktoś mnie wpuścił w relację tych ludzi i było mi smutno, kiedy wszystko się posypało właśnie przez przekroczenie granic. Myślę, że taki film, dla mnie jako aktorki, byłby chyba nie do zrobienia. Szczególnie, że ludzie w dużej mierze oglądają nas na ekranie. Możemy się schować za postacią, ale to wciąż nasze ciało.

Czego szukasz w kinie, które oglądasz?

Nie wyobrażam sobie życia bez kina. Na pewno szukam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, innego spojrzenia, przemyśleń reżysera. Chcę spojrzeć na dany problem z innej perspektywy.

Masz takie filmy, do których wracasz?

Na pewno Arizona Dream, Debiutanci,, Weronika postanawia umrzeć. Jest też taki koreański sensacyjno-mafijny film Człowiek znikąd. Strzelają do siebie, zabijają się, tną nożami, jest mnóstwo krwi, ale ja uwielbiam do niego wracać. Uważam, że jest świetnie zagrany przez Bin Wona, którego uwielbiam.

Co podoba cię się w kinie azjatyckim? To specyficzne produkcje, które nie każdemu przypadną do gustu.

Na początku miałam problem z rozpoznawaniem bohaterów, starałam się ich poznawać po ubraniach, ale potem rysy twarzy przestają się zlewać. Uważam, że kino koreańskie jest świetnie zrobione. Ma dobre scenariusze, dialogi i jest fantastycznie zagrane, pomimo że ich ekspresja jest inna niż nasza. To kino zawiera uniwersale elementy, emocje, miłość czy humor.

Gdybyś mogła wybrać, z kim chciałabyś pracować?

Bardzo chciałabym zagrać w filmie z Bin Wonem. Jest fantastycznym aktorem. Chciałabym pracować z Wojtkiem Smarzowskim, Agnieszką Holland. Bardzo ich cenię. Jestem niezwykle otwarta na ludzi, z którymi pracuję. Choć najbardziej chciałabym pracować ze świetnie napisaną postacią.

Rozmawiała: Małgorzata Czop