RECENZJA: Mustang

Można organizować manifestacje, robić brokatowo-wystrzałowe hasła na tablicach. Można przy tym być feministką dnia powszedniego, w każdej interakcji społecznej, to pewna postawa całodobowa. Na szczęście mamy jeszcze sztukę zaangażowaną. Ona nie musi być tylko wypadkową obsesji i lęków indywidualności jaką jest autor, czy patrzeniem do wewnątrz. Może być w niej ogromny ładunek empatii i potrzeby opowiedzenia o większej sprawie. Takim filmem jest Mustang.

Pięć sióstr, jedno marzenie, potężna odwaga. Tło społeczne jest dosyć bezlitosne dla ich potrzeby wolności. To co dla nich jest niewinną i naturalną zabawą – spotkania z chłopakami, kąpiele w morzu- w Turcji jest wykroczeniem i okryciem hańbą rodziny. Opiekunowie dziewczynek próbują uciszyć plotki o niesfornych siostrach i kolejno planują wydanie za mąż każdej z nich. Jednak nie z każdą pójdzie tak łatwo. Są tytułowymi mustangami. Są razem i chronią się przed atakami z zewnątrz. To dzika rasa, która nie da się udomowić, ich środowiskiem naturalnym jest wolność i nie posiadają właściciela.

Mustang mówi o ważnych rzeczach narracją bardzo codzienną, obyczajową, przyglądając się sile, nie siląc się na nic. Film zaprzyjaźnia ze sobą dwa, obecnie mówiące innymi alfabetami, światy – ten ważny dla kina, ale i dyskusji o wolności kobiet. Mustang to film satysfakcjonujący w strukturach artystycznych, dokładniej filmowych, a jednocześnie zaangażowana społecznie produkcja. Historia kina nam sugeruje, że trochę oduczyliśmy się robić produkcje poświęcając tą samą uwagę walorom estetyczny, jak i treściowym – tutaj się bardzo udało. Mało tego, mamy w Mustangu umiejętne przejście z perspektywy dosyć osobistej, intymnej (kamera pięknie śledzi niuanse codzienności dziewczynek i ich kwitnącej kobiecości) do polemiki ze skansenem kultury, traktującym kobiety jako obywateli drugiej kategorii – mimo emocjonalnego tonu nikt tutaj się nie wydziera.

Co jeszcze sprawia, że ten film nie jest kolejną prostą krzyżówką interpretacyjną i wyłącznie prezentacją wynaturzonych i nieludzkich metod traktowania kobiet? Inny rozkład siły i przewrotne ustawienie soczewki – nie chodzi o kontrast pomiędzy ich przemocą, a naszym humanistycznym i cywilizowanym krajem. Siła filmu tkwi w eksponowaniu siły młodych dziewcząt, które nawet nie wiedzą jak ogromnej walki się podejmują – nie są skażone żadną ideologią – potrzeba wolności to ich naturalny odruch. Dlatego Mustang to spontaniczność, energia i witalność, prawdziwe girl power movie. A nie – uwikłanie w przemoc symboliczną. Narracja należy tutaj do tych dziewcząt, a nie świadomej o wiele większej wagi społecznej poruszanego tematu, reżyserki.

W Mustangu nie chodzi o wyliczanie przewinień mężczyzn, czy wyłącznie głos sprzeciwu w tyranii kulturowej. Ten film to głośno oddychająca obrazem i treścią szczera historia o zatopieniu zębów w swojej tożsamości i nie puszczaniu jej. Mustang to niesamowicie czuły i przejmujący hymn o sile kobiety.

Ocena: 9/10