RECENZJA: Opiekun

Sprawy ostateczne, śmierć, odchodzenie i stare, schorowane ciało nie stanowią atrakcyjnego tematu w czasach, kiedy celebruje się młodość i piękno. Choć od czasu do czasu na ekranie zagoszczą bohaterowie, którzy wiek średni dawno mają za sobą, stają się śmiesznymi karykaturami bądź przaśnymi okazami o komediowym wydźwięku. Dustin Hoffman próbował odczarować starość w Kwartecie, Paolo Sorrentino z lekkością opowiadał o przemijaniu w Młodości, a John Madden udowadniał, że marzenia można spełniać (a nawet trzeba!) po sześćdziesiątce, wyprawiając swoich bohaterów do Indii. Michelowi Franco bliżej do Michaela Hanekego, który naturalistycznie i nieraz boleśnie spoglądał na dylematy miłości, cierpienia i śmierci.

Oryginalny tytuł filmu brzmi Chronic, co można tłumaczyć jako chroniczny, zestarzały i straszny. Każdy z tych przymiotników odnajduje swoje miejsce w filmie Franco. Chroniczny i nieustępujący ból towarzyszy zestarzałym pacjentom Davida (Tim Roth), który jako jedyny ze spokojem przygląda się im powolnemu odchodzeniu. Jest niczym Charon, który wyprawia ich na drugą stronę, mozolnie przygotowuje do ostatniej podróży po rzece życia. Wydaje się oswojony z chorobą i umieraniem, ze spokojem podchodzi do ostatnich chwil łapania życia. I choć jest tylko pielęgniarzem, w oczach pacjentów zyskuje status przyjaciela i powiernika. David wkracza do ich życia i uzależnia się od bycia potrzebnym.

Opiekun powoli i stopniowo odkrywa karty przeszłości. W centrum umieszcza niesamowicie tajemniczego i nieco patologicznego bohatera, którego zachowania nie są do końca jednoznaczne. Franco pozwala mu działać, ogranicza słowa do minimum i w tej ascetycznej ciszy buduje portret samotnego mężczyzny. David opiekując się innymi, rozlicza się w pewien sposób ze swojej przeszłości. Widzimy, jak staje się chodzącym wyrzutem sumienia, ale na ostateczne odpowiedzi reżyser każe nam czekać niemal do samego końca.

Twórcy Pragnienia miłości nie potrzeba fajerwerków i emocjonalnego brudnego szantażu, aby przykuć uwagę widza. Wystarczy precyzyjny scenariusz i niesamowite aktorstwo Tima Rotha, któremu udało się wykreować aurę tajemnicy, bólu i depresyjnego zagubienia. David nie jest otwartą książką, nie daje jasnych odpowiedzi, balansuje na granicy normy i szaleństwa, a jego czyny nie podlegają jasnym interpretacjom. Roth dostał fantastyczny materiał do zagrania, który pozostawia widza na dłużej w cichym rozmyślaniu.

Opiekun nie jest filmem lekkim i przyjemnym. Z nieco mroczną i duszną atmosferą bardzo mu blisko do Hanekego, który podejmował rozważania o trudzie umierania, prawie do decydowania o sobie samym i wielkiej miłości, które nie potrafi patrzeć na cierpienie. Michel Franco skupia się na pojęciu altruizmu i bezinteresowności, stawia pytanie o istnienie czystego dobra i leczenie bolączek przeszłości. Sprawia, że niejednoznaczne zakończenie zostawia widza z egzystencjalną refleksją. Opiekun na długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

Ocena 8/10