RECENZJA: Z podniesionym czołem

Ile to już razy kino próbowało nam opowiedzieć o wykolejeńcach. Z podniesionym czołem jest kolejnym fantazjowaniem o przywróceniu energii Young Angry Man, manifestem trudów młodości, a jednocześnie prześwietleniem zjawiska resocjalizacji. Werdykt – Za dużo uszek w barszczu – a żadne z nich nie wysłuchuje bohatera.

Przez 10 lat towarzyszymy zmaganiom prawa Francuskiego z nieletnim przestępcą – Malonym. Może właściwiej by było – zmaganiom bohatera ze swoją traumatyczną przeszłością i niekontrolowaną agresją. Pierwszym znamiennym momentem jest trafienie przez niego w wieku 6 lat do domu dziecka. Reżyserka wysyła sygnał widzom, że tak naprawdę to nie jest wykolejenie hormonów i kaprysów, a pewna konsekwencja odrzucenia jakiego zaznał chłopak w tak młodym wieku. Od początku wiemy, że blizna deficytu miłości swędzi, a chłopak często nie może się powstrzymać by jej nie podrapać. Z tego drapania wychodzą bójki, kradzież samochodów i inne wykraczające poza normy społeczne zachowania.

Pytanie po co taka skrupulatna oś czasu, na której nie ma równowagi pomiędzy przebłyskami słońca, a zachmurzeniami? Częściej spotykamy się z chłopakiem przy okazji kolejnej porażki, niż w próbach podejmowania się przez niego normalnego życia. Mimo dużej sympatii reżyserki do bohatera, ta w widzu nie zadomowi się mimo ponad dwugodzinnego seansu? Dlaczego? Ilość wydarzeń, epizodów i faktografii dominuje nad załącznikiem z emocjami i stanami wewnętrznymi bohatera. Szerokość i długość ponad zawartością, to nie pozwala na nawiązanie kontaktu – wszystkoizmy dyktują warunki. Ta historia śledzi naszego bohatera, ale stając się jego cieniem, a nie czułym obserwatorem i słuchaczem.

Z podniesionym czołem też wiele obiecuje, a potem liczy że o tym zapomnimy. Zdań złożonych, ale niedokończonych jest tutaj mnóstwo. Siekierka krytyki nierównego i skostniałego systemu resocjalizacji szybko się stępi, a zbyt pruderyjna sugestia myślenia Maloniego o swojej sędzinie, w sposób wręcz erotyczny, zostanie tak szybko ucięta, jak rozpoczęta. Takich niekonsekwencji w scenariuszu możemy upatrzyć więcej. Postać nowego opiekuna, który ma czuwać nad sytuacją chłopca, ma niesamowity temperament i przeszłość, jednak szybko zostaje to porzucone. Koncert zmarnowanych szans jest o wiele głośniejszy, niż próba zrozumienia trudów dorastania w niekorzystnych warunkach i pokoleniowym przeżywaniu marginalizacji społecznej. Niestety, nawet jeżeli to kino innych konstrukcji i narracji, a z Mommy Dolana łączy je tylko wątek głównego bohatera, to i tak tęskni się w trakcie seansu, do silnie unerwionej narracji francuskiego reżysera. Nie mogę odpędzić się od wrażenia, że Emmanuelle Bercot nie czuje się komfortowo w opowiadaniu o młodym chłopaku, nie ma za dużo pomysłów, a więcej pasji i psychologicznej fascynacji wydobywa z siebie zabierając się epizodycznie za postać matki naszego bohatera.

Z podniesionym czołem nie podnosi żadnej dyskusji, a z historii tak wyjątkowej postaci jaką jest Malony robi historię jedną z wielu. Bohater podąża z podniesionym czołem, ale film ma już o wiele mniej odwagi.

Ocena: 6/10