RECENZJA: Kapitan Ameryka: wojna bohaterów

Kolejne dzieło z marvelowskiego uniwersum pokazuje, jak powinno się zarysowywać konflikt między bohaterami, poszukiwać rozwiązań, wprowadzać nowe postaci i równoważyć słowo z inscenizowanym gestem. Kapitan Ameryka to nie tylko zapierające dech w piersi pojedynki pomiędzy najsilniejszymi superbohaterami, ale również psychologiczna przygoda radzenia sobie z traumą przeszłości, zdradą i zemstą.

Film braci Russo stanowi nieodłączną część świata Avengers. Poszczególne wątki wynikają z pojawienia się zespołu Iron Mana w Sokovii, której obrona kładzie się cieniem na ich przyszłości. Czarę goryczy przelewa krwawa interwencja w Lagos, gdzie ponownie przyszło im walczyć z członkami Hydry. Rządy państw z całego świata pragną nałożyć na niesfornych superbohaterów łańcuchy prawa, aby kontrolować ich działania i zmusić do ponoszenia odpowiedzialność za swoje czyny. Avengers stają przed dylematem czy pochylić głowę, przyznać się do błędu i dać wtłoczyć w legislacyjne ramy ogólnoświatowego systemu, które skutecznie ograniczą ich wolność i prawo samodzielnego podejmowania decyzji. Odmienne zdania Iron Mana (Robert Downey Jr.) i Kapitana Ameryki (Chris Evans) stają się tylko zrębem konfliktu, który ewoluuje przez całą opowieść.

Kapitan Ameryka w swej fabule sięga do przeszłości, przygląda się działaniom Hydry na początku lat 90., odkopuje bolesne wspomnienia Tony’ego Starka i nieustannie krąży wokół negatywnych skutków interwencji Avengers. Choć mnoży wątki i odwołania, ryzykując zawiłością, udaje mu się dobrze połączyć wszystkie elementy historii. Christopher Markus i Stephen McFeely napisali solidny scenariusz, dzięki któremu bohaterowie osadzeni w opowieści, doskonale wiedzą, co mają robić i do czego zmierzają. A co najważniejsze każda z postaci posiada indywidualny rys, nie tyle na poziomie siły i supermocy, co psychologicznego zaangażowania. Dowiadujemy się o ich stosunku do proponowanych ograniczeń. Wiemy, skąd wynikają ich wątpliwości i postawy.

Marvel przyzwyczaił nas do epickich scen walki i ani na moment nie spuszcza z tonu. Już pierwsze minuty filmu ustalają temperaturę i tempo akcji, choć stanowią tylko preludium do spotkania podzielonych Avengersów. Bohaterowie podzieleni na dwie frakcje przekładają siłę argumentu na siłę pięści. Starcie niezwyciężonych elektryzuje i zachwyca niesamowitą choreografią. A ono prowadzi do nieco bardziej stonowanego pojedynku między Starkiem a Rogersem, w który główną osią stanie się Zimowy Żołnierz (Sebastian Stan): wróg i przyjaciel równocześnie. To walka o prawdę, sprawiedliwość, jak i smutne wyrażanie żalu i bólu za zdradę.

Kapitan Ameryka opiera się nie tylko na członkach Avengers. Na ekranie z dużym humor pojawia się Ant-Man (Paul Rudd), ale sprawnie zostają wprowadzeni nowi bohaterowie. Dostają swoją legendę, wiemy skąd pochodzą, dzięki czemu Spider-Man (Tom Holland) zachwyca naiwną radością nastolatka, a Czarna Pantera (Chadwick Boseman) zyskuje powód do wystawienia pazurów. Co ciekawe antybohater i sprawca całego zamieszania, Zemo (Daniel Bruhl, nie jest jednowymiarowym ucieleśnieniem zła. Trudno nie przyznać mu racji, kiedy manipuluje bohaterami tak, aby doprowadzić ich do stanu wojny. Bruhl genialnie zarysowuje wewnętrzny konflikt pomiędzy żądzą zemsty a rozpaczą po utracie najbliższych.

Obraz Anthony’ego i Joego Russo z powodzeniem równoważy sceny walki z fabularnym rysowaniem podstaw konfliktu. Pogłębia wątpliwości Starka i ponownie podejmuje temat wielkich możliwości, za którymi idzie ogromna odpowiedzialność. Wkracza w poważne tony, odejmując nieco z lekkiego humoru znanego z poprzednich filmów, ale nie staje się przez to mroczny i duszny. Kapitan Ameryka: wojna bohaterów to wciąż dzieło Marvela, które, na szczęście, nie zakrywa postaci pod namiarem efektów specjalnych, eksponuje za to dobre aktorstwo. Jedynym zarzutem może być ekskluzywność przedstawionego świata, który może wydać się niezrozumiały dla tych, którzy przy tym filmie, po raz pierwszy, postanowili spotkać się z członami Avengers. Mimo wszystko produkcja to ponad dwugodzinna dawka niezapomnianych emocji i wizualnej rozkoszy.

Ocena: 8/10