RECENZJA: Nienasyceni

Obecnie Lampedusa jest często przywoływana w kontekście imigrantów. Wyspa, będąca ratunkiem i ucieczką od mrocznej i niebezpiecznej przeszłości, staje się swoistym rajem i nadzieją dla uchodźców. Kiedy w tle rozgrywają się ludzkie dramaty i walka o życie, Luca Guadagnino przyjmuje inną perspektywę i maluje swój film na kolorowym płótnie. Barwne krajobrazy, sensoryczna muzyka i wybuchowa mieszanka charakterów sprawia, że Nienasyceni wciągają do środka. Historia czworokąta, która, w obliczu tematu ostatniego filmu Gianfranco Rosiego Fuocoammare, zdaje się błahą opowiastka o problemach ludzi pierwszego świata intryguje i wciąga od pierwszych kadrów.

Marianne (Tilda Swinton) jest gwiazdą rocka, która przechodzi rekonwalescencję po operacji gardła. Spędza czas na wyspie wraz ze swoim młodszym kochankiem. Dni upływają im na seksie, odpoczywaniu i smakowaniu życia. Sielankę przerywa pojawienie się Harry’ego (Ralph Fiennes), producenta muzycznego i byłego chłopaka Marianne. Mężczyzna przywozi ze sobą duża dawkę energii, humoru i nastoletnią córkę (Dakota Johnson), o której istnieniu dowiedział się niedawno. Rozpętuje się emocjonalne piekło, odczuwane gdzieś podskórnie wzajemne animozje, oczekiwania i namiętności.

Nienasyceni bazują na prostej konstrukcji: pojawia się były, który użyje wszelkich środków, aby odzyskać dziewczynę. Guadagnino jednak zaprzęga do swojego filmu milczenie, spojrzenie, masę niedomówień i dreszcz napięcia. Duża w tym zasługa obsady. Fiennes wznosi się na aktorskie wyżyny, balansując na granicy szarży, podczas gdy Swinton posługuje się wyjątkowo skromnymi środkami. Marianne pozbawiona głosu komunikuje się półsłówkami i spojrzeniami. Rozegranie tych postaci na dwóch biegunach staje się prawdziwą gratką, dlatego Paul (Matthias Schoenaerts) i Pen są fenomenalnym dopełnieniem. Nie stanowią bezbarwnych marionetek, napędzających dynamikę relacji, ale są pełnokrwistymi postaciami. Szczególnie ciekawie wypada Johnson, która przez długi czas jest biernym obserwatorem, posiadającym trafne pytania odnośnie otaczającej ich rzeczywistości. Niby niepozorna i skromna staje się punktem zapalnym w całej tej poplątanej relacji.

Dość łatwo można było stworzyć z tego filmu thriller czy kryminał, a reżyserowi Jestem miłością udało się utrzymać fabułę w ryzach i nie szarżować w stronę nachalnego, emocjonalnego poruszania widza. Nienasyceni mają wyjątkowy klimat. Ta szalona, pełna barw włoska wysepka obnaża zwierzęcą naturę ludzkich pragnień. I choć pozostawia widza z gorzkimi wnioskami, Guadagnino postarał się aby dopieścić wszystkie zmysły obrazem dopracowanym w każdym szczególe. Jest słodko-gorzko, ale wyjątkowo prawdziwie.

Ocena: 7/10