WIOSNA FILMÓW: Mając 17 lat

Francuzi jak nikt inny potrafią roztrzepać włosy swoim bohaterom, bez kołtunów, a z nonszalancją. Tak samo idzie im urocze gmatwanie życiorysów. Do tego ich lekkość bytu jest co najmniej znośna, a powiedziałabym więcej – budzi w widzu często zazdrość. Jednak w tym życiu dzielonym na drugie wino i piątą przerwę w południe, jest podleganie prawom rzeczywistości złożonej. Mając 17 lat to kolejna, estetyczna lekcja podglądowa kina inicjacyjnego.

Niby jedna z wielu historii, rozpoczynająca się jak modniejszy i ambitniejszy serial Szkoły złamanych serc. Damien i Tom są w konflikcie nienazwanym, niewyjaśnionym, ale raz na jakiś czas doprowadzającym do fizycznych starć pomiędzy nimi. Jeden jest blondynem, z kolczykiem, z dobrego domu, z własnym pokojem obklejonym plakatami panów. Drugi natomiast mieszka na obrzeżasz, został adoptowany, to indywidualista, który woli kontakt ze zwierzęciem niż z człowiekiem. Prócz starć i spięć, mimo odległości kilku ławek, ich drogi przetną się jeszcze w innych konfiguracjach. Matka Damiena to doktor, która podczas jednej z wizyt domowych odwiedza matkę (adopcyjną) Toma. Jest jeszcze w tych przetasowaniach charakterów postać niemalże nienamacalna, częściej niema (niż jest), ale znamienna w tezach zakodowanych w pozornie niewinnej i pulsującej historii o dojrzewaniu wszelakim – ojciec Damiena.

Film w domięśniowo odczuwalnej witalności i sporej ekspresji, opowiada o mitach męskości. Głośno, ale bez zbędnego hałasu, zastanawia się na sensem bohaterstwa i tym jakich mężczyzn tak naprawdę obecny świat potrzebuje. Powróćmy do postaci ojca, który pozostawia regularnie rodzinę w imię wątpliwej walki o jeszcze bardziej wątpliwe sukcesy w konflikcie zbrojnym w Iraku. To niby dygresja, jadący grzecznie bocznym torem wątek, w dominującej narracji o poszukiwaniu swojej tożsamości przed dwójkę młodych chłopaków. Jednak ta postać zsumowana z naszym duetem mówi wiele o przekleństwach męskości i uwikłaniu w pewne role. Ani matka Damiena ani syn, mimo niewątpliwej dumy z ojca, momentalnie zrozumieliby, gdyby ten zrezygnował ze służby i wrócił do domu. Nie tęskniliby za wiecznym niepokojem i strachem o jego życie, jak za nim samym. Nie w innych celach narracyjnych pojawiają się tutaj nasi chłopcy, będący u progu dorosłości. Napięcie, które pojawia się między nimi, znajdujące ujście w pozostawieniu śladów przemocy fizycznej, tak naprawdę nie zrealizuje się w tych statystycznie i symbolicznie męskich aktach.

Mimo kilku zgubionych wątków, niedokończonych zdań i rozprężenia fabularnego, to namiętna i zmysłowa odyseja po poznawaniu pojęcia męskości, szukająca również odpowiedzi w jej cielesności. Jego sensualność i strategia małych kroczków skutecznie dopasowuje się do tematu inicjacji. Film pozostawia nas chwilami niedojedzonymi, jednak dojrzale podejmuje się mówienia o pokoleniu mężczyzn wychowanym przez kobiety. Raz zgrabnie, raz mniej, jeszcze z deficytem słownictwa i lekkim wycofaniem, próbuje przyznać się do bycia po stronie matriarchatu. Mając 17 lat to kino o dojrzewaniu, ale i podejrzewaniu.

Ocena: 7/10