RECENZJA: Już za tobą tęsknię

Film Catherine Hardwicke można uznać za dojrzalszą wersję Gwiazd naszych wina. Co prawda nie ma tutaj młodzieńczej inicjacji, odkrywania życia i pierwszych miłości, ale jest pełna napięć i kontrastów przyjaźń silniejsza niż choroba i śmierć. Jess (Drew Barrymore) i Milly (Toni Collette) poznają się, kiedy są małe. Są świadkami swoich wzlotów i upadków, zawsze gotowe podać pomocną dłoń. Trudno spojrzeć na ten film inaczej niż na kobiece kino – kobiety bohaterki, kobieta reżyser i kobieta scenarzystka, dzięki czemu relacje wypadają bardzo realnie i nikt nie sili się na udowadnianie siły i poczucia humoru.

Już za tobą tęsknię to kino prawdziwe i szczere przez co momentami zabawne i bolesne. Jednak nie odkrywa nowych rejonów w opowieści o relacjach międzyludzkich czy radzeniu sobie z chorobą nowotworową. Daleko mu do rozbuchanej Mamy Julio Medema, nie czuć też nuty eksperymentu jak w naszej rodzimej Chemii Bartosza Prokopowicza. To zdecydowanie zachowawcza opowieść, która momentami uwypukla dobrze znane prawdy życiowe: o potędze rodziny, sile przyjaźni, pozytywnym nastawieniu czy relacjach damsko – męskich.

Hardwicke nie przyjmuje minorowego tonu, co staje się dużym atutem opowieści. Czujemy gdzieś pod skórą smutek i lęk przed nieuchronnym, ale nie otrzymujemy emocjonalnego szantażu obliczonego na wywołanie potoku łez. Bohaterki wypadają wyjątkowo wiarygodnie w swoich potknięciach i momentami głupich wyborach. Milly nie popada ze skrajności w skrajność, nie traci swojej osobowości na rzecz choroby. A reżyserce w interesujący sposób udaje się opowiedzieć o kobiecości, która w równym stopniu jak Milly, toczy walkę z rakiem. Utrata włosów i podwójna mastektomia stają się punktem wyjścia do redefiniowania siebie, walczenia o swoją tożsamość, a przede wszystkim nowe odkrywanie swojej seksualności. Hardwicke nie przykuwa Milly do łóżka, nie wpina w jej żyły kroplówki z chemią, ale przede wszystkim pokazuje chęć życia i przyziemne jego aspekty.

Z Już za tobą tęsknię biją ogromne pokłady empatii, poszukiwania akceptacji i samotności. Reżyserka Trzynastki nie eksperymentuje, dzięki czemu forma nie przysłania treści, a film staje się świadectwem przyjaźni oraz pełną humoru opowieścią o kobietach i mężczyznach, którzy zupełnie inaczej radzą sobie z różnych sytuacjach. I choć historia nie jest porywająca, a Drew Barrymore blednie przy rewelacyjnej Toni Collette, można odnaleźć w niej radość prostego kina.

Ocena: 6/10