RECENZJA: Dziewczyna, która została królem

Film zaprzęga wydarzenia historyczne w sposób przeróżny – jako przyczyna, polemika, ale rzadko dygresyjnie. Z entuzjazmem ujemnym podchodziłam do kostiumowej i zobowiązanej pewnie wobec historii (więc mało ciekawej) Dziewczyny, która została królem. No bo nic tak nie koryguje wyobraźni, jak inscenizacje wydarzeń z przeszłości – tych na stronach książek historycznych szczególnie. Nic bardziej mylnego – niepotrzebnie zgrywałam niedostępną. Moje spotkanie z filmem nie zakończyło się wichrami namiętności, ale też nie była to pełna rozmowy o pogodzie randka. To poprawnie zrobiona, chuligańska historia feminizmu przed powstaniem tego terminu.

Szwecja 1632, na tronie zasiada kobieta. Taka historia wręcz musi być zekranizowana. Katarzyna jest postacią ekstrawagancką, z charakterem mocniejszym od postawy wszystkich jej poprzedników. Proponuje rzeczy mocno wywrotowe, chce uzyskać pokój pokojem, a zamiast okrzyków „do broni” proponuje – „do książek”! Oczywiście jej praktyki zaprzestania pisania historii krwią, a rozpoczęcia umysłem i duszą, nie podobają się barbarzyńskiej kulturze jej poddanych i współpracowników. Szukając nowej drogi dla Szwecji, szuka też własnej. Katarzynę bardziej od władania państwem interesuje władanie rządzą i pytanie o nią. A zamiast zainteresowania kolejnymi walczącymi o jej względy królami, woli obdarowywać względami zachwycają urodą damę dworu.

To historia, która tylko udaje zainteresowanie historią – mimo że opiera się na realnej postaci historycznej. Można tylko żałować, że wtedy nie było magazynów plotkarskich, bo materiał byłby imponujący. Na grzbiecie ilustracji kina kostiumowego, historia dryfuje w przekomarzanie się namiętności i pytania o seksualność w czasach, gdzie nikt się nie ośmielił rozsznurowywać gorsetów (a już na pewno nie tych obyczajowych). To tak naprawdę historia o miłości w czasach dla niej niekorzystnych. Pruderyjne Życie Adeli w świecie męskiej dominacji, ciemnogrodu i strachu przed oświeceniem – rozdział 0,5.

Dziewczyna, która została królem rozebrana z cudownych kostiumów to jednak tylko melodramat o inicjacji oraz szukaniu tożsamości, nieuzbrojony w nic nowego. Jednak jest tutaj kilka ciekawych wybryków, uniemożliwiających potraktowanie tej historii wyłącznie jako ckliwy dramat. Film chce być filozoficzny, nie batalistyczny. Nasza królowa jest zajęta wojną, ale tą z popędem, nie tą dosłowną. Bohaterka uwikłana w kulturę, religię i zobowiązania, woli jednak krzyczeć O BOŻE z rozkoszy, niż podczas modlitwy. Dziewczyna, która została królem też jest czujna – kontrowersja i elementarzowa prowokacja nie leży w kręgu jej zainteresowania. W jej typie jest oszczędna i niespieszna gra wstępna, pełna małych kroczków, ale jednak w stronę łóżka – nie kobierca.

Każdą walkę z powtórzeniami uprzedmiotawiającymi kobietę, przyjmuję z entuzjazmem. Jak jeszcze pojawia się puls, kopniak w drzwi bez zapowiadania swojej wizyty, to dlaczego by nie spróbować. Dziewczyna, która została królem to połowicznie odrobiona lekcja filmowa, ale udana próba ogniowa dla poprawności. Siła ma rodzaj żeński.

Ocena: 6,5/10