RECENZJA: The Returned - odcinek 1

Zmarli wracają do swoich domów. Fani kina grozy nie mają tu jednak czego szukać, gdyż serialowi The Returned daleko jest do produkcji z nurtu zombie movie. To pełnoprawny dramat o utracie bliskich, zmianach zachodzących w życiu po ich stracie i próbach uśmierzenia bólu wszelkimi metodami.

Amerykańskie seriale coraz częściej zaczynają bawić się formą klasycznego dramatu, by dostosować fabułę do okołoegzystencjalnych pytań, jakie pragną zadać zarówno bohaterom produkcji, jak i samym oglądającym. Przykładem tego jest m.in. serial Pozostawieni, w którym twórcy snują refleksje, odnoszące się do kondycji człowieka po skrajnie nieoczekiwanej i niewyjaśnionej utracie bliskiej osoby (w jednej sekundzie znika 2% populacji Ziemi). The Returned poddaje swoich bohaterów jeszcze innym dylematom moralnym – oto po pięciu latach wracają ich bliscy, dotąd uważani za zmarłych w wyniku wypadku szkolnego autokaru.

Wygląd i wiek powracających nie zmienia się zupełnie od dnia ich potencjalnej śmierci – ten motyw jeszcze bardziej pomaga w budowaniu refleksyjnego klimatu produkcji. Jedna z dziewczyn spotyka w domu dorosłą siostrę, która przed katastrofą była młodsza od niej samej, a podstarzały mężczyzna widzi zdecydowanie odmłodniałą żonę. Ciekawy jest również fakt, że powracający nie są świadomi pięciu lat, jakie minęły od chwili wypadku, a w ich trakcie wydarzyło się naprawdę dużo…

Jak dotąd twórcy zaprezentowali widzom cztery wątki rodzin, bezpośrednio dotkniętych tragedią i mimo, że sylwetki postaci nie są szczególnie oryginalne, to sytuacja, w jakiej znaleźli się, sprawia, iż nie są zupełnie obojętni widowni; łatwo da się z nimi utożsamić. Dramatyzm utrzymany jest na właściwym poziomie, a sztuczne i nieudolne wzruszenie, wkradające się do niektórych scen, póki co nie zaburza poprawnego odbioru całego odcinka.

Fatalnie wypada dubbing, jakim obarczona została polska wersja serialu. Netflix eksperymentalnie po raz pierwszy zastosował tę formę tłumaczenia amerykańskiego serialu i pozostaje mieć nadzieję, że nie popełni tego błędu już nigdy. Polskie głosy w ustach zachodnich aktorów nie tylko rozpraszają widza – są też fatalnie dopasowane do ruchu warg oryginalnych odtwórców ról. Na całe szczęście Netflix pozostawił też opcję oglądania produkcji z napisami.

Tajemnicza aura, zbudowana wokół całej historii i ciekawość wobec rozwoju zdarzeń sprawia, że z niecierpliwością czeka się na kolejny odcinek. Wątki takie jak zamaskowany morderca, enigmatyczny, cichy chłopczyk czy sam fakt niewyjaśnionego powrotu zmarłych jeszcze bardziej pobudzają chęć projekcji kolejnych epizodów.


Kornel Nocoń
Maniakalny kinoman, wychowany na Kieślowskim, Kubricku, Koterskim, Tarantino i „Władcy Pierścieni”. W wolnych chwilach ogląda filmy – a jeśli ich nie ogląda, to ogląda seriale. Fan kina realistycznego z misją zniechęcenia polskich widzów do słabych produkcji.